Cykl „Księga nowego słońca” Gene’a Wolfa czyli klasyka fantastyki

Andrzej Sapkowski powiedział podobno, że cykl „Księga nowego słońca” Gene’a Wolfa należy do pierwszej dziesiątki gatunku fantasy. Można zatem powiedzieć, że dla czytelnika tego rodzaju literatury jest to pozycja obowiązkowa. Od razu zaznaczę, że nie jest to lektura łatwa, ale na pewno warto po nią sięgnąć.

W polskim wydaniu cykl składa się z pięciu książek: „Cień kata”, „Pazur łagodziciela”, „Miecz liktora, „Cytadela autarchy” i „Urth nowego słońca”. Wszystkie części napisane są w formie relacji z podróży głównego bohatera, Severiana, czeladnika w konfraterni katów, przyszłego autarchy największego państwa na planecie Urth. Akcja ostatniej części cyklu dzieje się już po objęciu przez niego tronu i jest osobną historią, którą można postrzegać jako epilog cyklu. O tym, że Severian zostanie autarchą Urth dowiadujemy się chyba już w pierwszym rozdziale „Cienia kata”, co stanowi ciekawy zabieg fabularny mobilizujący czytelnika do pozostania w świecie Saveriana, by dowiedzieć się jak doszło do tego, że kat stał się władcą. Historia o tym jest klasyczną powieścią drogi, to jednak byłoby zbyt proste jak na cykl fantasy więc otrzymujemy też przejścia do innych czasów czy wymiarów, interakcje z kosmitami, intrygi władzy, szalonych naukowców, wojny i romanse i jeszcze dużo, dużo więcej. Nie czytałam chyba wcześniej książki, która zwierałaby w sobie tak dużą ilość różnorodnych postaci, wydarzeń i wątków, w tym opowieści pobocznych. Oprócz tego bowiem, że śledzimy losy Severiana, jest też sporo przypowieści i opowiadań mniej lub bardziej symbolicznych, co zdaje się być odzwierciedleniem skłonności autora do dygresji i swobodnego fantazjowania. „Księga nowego słońca” jest bowiem istnym festiwalem wyobraźni, nieokiełznanej i niemalże szalonej, rozedrganej w wielości swoich tworów. Z jednej strony jest to fascynujące, z drugiej strony męczące, trudno jest bowiem nadążyć za akcją i nie pogubić się w gąszczu postaci i zdarzeń. Z tego tez powodu „Księga nowego słońca” należy do powieści, których nie można odłożyć na półkę podczas lektury, lecz należy czytać jednym ciągiem, żeby nie stracić wątku. Jednym z ważniejszych miejsc, wspominanym w całym cyklu jest Dom absolutu i „Księga nowego słońca” przypomina właśnie tą przestrzeń. Jest jak Dom absolutu – pełna rozlicznych zaułków, tajnych przejść, korytarzy, ukrytych schowków, różnorodnie urządzonych sal wypełnionych galerią dziwnych postaci. Myślę, że gdyby nie wyrazista, silna postać Severiana, który jest jak nuta dominująca, ta kakofonia zdarzeń, miejsc i osobliwości byłaby nie do wytrzymania. Autor musi być, podobnie jak Severian, obdarzony pamięcią absolutną, która nie zapomina niczego, żeby orientować się w wymyślonych przez siebie zawiłościach. Może dzięki temu właśnie jest w stanie zapewnić spójność opowieści i rozwiązać wszystkie (a na pewno główne) wątki w sposób przekonujący i wiarygodny. Trochę rozczarowało mnie zakończenie ostatniej części – „Urth nowego słońca”, jakby zawieszone w pół słowa, ale i tak, jako całość, wysoko oceniam, „Księgę nowego słońca”.

„Księga nowego słońca” nie jest łatwa ani pod względem językowym, ani fabularnym. Jest jednak wielkim świadectwem potęgi ludzkiej imaginacji i żeby w pełni docenić różne wymiary tej historii trzeba przeczytać wszystkie części cyklu od początku do końca. Jeżeli chodzi o „Księgę nowego słońca” jedno jest pewne – na pewno potrafi czytelnika zaskoczyć.


Zobacz więcej o: fantastyka, książki, recenzje


(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.