Naprawdę można mieć trochę rację, a trochę jej nie mieć

W książce „Zima Muminków” znajdziemy historię o wiewiórce, która była zbyt roztargniona żeby pamiętać ostrzeżenia o tym, że przychodzi Lodowa Pani. Niestety mała wiewiórka nie przeżyła spotkania z królową mrozu. Wywiązała się wtedy dyskusja między Małą Mi, a Muminkiem, którzy prezentowali zupełnie różne podejście do śmierci. Mała Mi z gruntu praktyczna, stwierdziła, że chce ogon wiewiórki na mufkę, bo wiewiórce to i tak jest przecież obojętne. Oburzony jej podejściem Muminek wzywał do zorganizowania uroczystego pogrzebu, zgodnie z tradycją. Spór ten podsumowała nieoceniona Too – tiki opinią do słów Małej Mi:

„Coś w tym jest – zgodziła się Too – tiki. – ale co dziwniejsze, Muminek też ma rację.(…)”

I rzeczywiście, jak się temu przyjrzeć, zarówno Muminek z jego żalem, jak i Mała Mi, która twierdziła, że wiewiórce nic to nie pomoże, że będzie smutna, mieli słuszność. Każde z nich bowiem dostrzegało inny aspekt tej samej sytuacji. Oba aspekty były obecne. Co więcej, można w danej sprawie częściowo mieć rację, a częściowo się mylić. Z reguły zjawiska, z którym mamy do czynienia są na tyle złożone, że ich różne wymiary nie są widoczne dla jednego tylko obserwatora. Dlatego warto zawsze zasięgnąć drugiej opinii, albo spojrzeć na daną kwestię z innej strony. Dialog między różnicami pozwala zobaczyć więcej i ująć pełniej całość problemu.

Radykalizmy mają tendencję do jednostronnego spojrzenia na świat. Im większy radykalizm tym bardziej hermetyczne staje się środowisko. Konieczna staje się jednolitość myśli utwierdzająca w jedynie słusznej wizji świata. Teraz okazuje się, że nawet internet, który z samego założenia jest środowiskiem otwartym, może tworzyć zamknięte obiegi informacji, które udostępniają odpowiadającą uczestnikom, określoną wizję rzeczywistości. Informacje pojawiające się w zamkniętej strefie mają na celu umocnienie wizji, a te o charakterze polemicznym, znikają, bo nie pasują do określonego sposobu myślenia. W dodatku internet ochoczo podtyka nam pod nos te informacje, które zgadzają się z naszymi preferencjami. Kto by pomyślał, że w sieci tworzyć się będą obszary tego typu, a jednak. W dodatku internet sprzyja radykalizmom, bo są wyraziste. Skrolując wychwytuje się to co rzuca się w oczy – sławetne gołe cycki, skandaliczne wypowiedzi, kolczyki w nosie typu łańcuch od krowy i tym podobne, krzyczące na czerwono treści. I to może wzmacniać radykalizmy, a jakże. Zresztą, gdyby tzw. zwyczajne życie było bardziej atrakcyjne dla odbiorcy niż fajerwerki tego typu, na Netflix mielibyśmy przewagę relacji z gotowania obiadu, a nie „od 13+/przemoc/seks”. Problem z radykalizmami polega niestety na tym, że trudno z tych pozycji o dialog, a brak dialogu napędza konflikt.

Rozmawiałam dziś z kolegą o tym, że pokolenie naszych rodziców całe życie bało się wojny, bo pamiętali jak wyglądały czasy po konflikcie światowym i wszystko byle nie wojna. Nasze pokolenie znało żywą historię od swoich dziadków i rodziców. Moja babcia zostałaby rozstrzelana, bo poszła na teren Niemców żeby zdobyć obicie z wyrzuconego fotela, bo jej Rusek powiedział, że się nada na płaszczyk dla dziecka. Miała szczęście, że żołnierzowi, który ja złapał zaciął się karabin i puścił ją wolno. Pokolenia po nas nie są już obciążone tym dziedzictwem. Wzmocnienie radykalności myślenia, jakaś fatalistyczna wręcz wiara w swoją najlepszą rację, jest wyraźnie widoczne. Tymczasem, teraz wystarczy iskra, żeby świat zaczął płonąć na skalę, która przypominać będzie wojny światowe. Z radykalizmem trzeba się teraz obchodzić wyjątkowo ostrożnie, bo może się to skończyć nieszczęściem, a więcej dramatu to już naprawdę nam nie potrzeba.


(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.