Relacje

Instrukcja obsługi świątecznych jarmarków

Nadszedł czas świątecznych jarmarków. Byliśmy w Białymstoku i było cudnie. Światełka, karuzele, lekki mróz i wspaniała oferta straganów, od której stoły aż się uginały. Niestety ta kraina obfitości rodzi też poważne ryzyko dla naszych portfeli. Po wczorajszej rozpuście dzisiejszego poranka snuję leniwe (z przejedzenia) rozmyślania prowadzące do następujących wniosków:

  1. Może lepiej jednak nie zaczynać zwiedzania jarmarku od grzanego wina. Wino wspaniale rozgrzewa i wprawia w dobry nastrój, ale niestety sprzyja też korzystaniu z karty płatniczej. Nadmiernie sprzyja, sądząc po stanie mojego konta.
  2. Jeżeli coś bardzo smakuje, to owszem, można kupić dwa słoiki, ale równie dobrze wystarczy jeden, bo w domu może się okazać, że połowa smaku zaklęta była w klimacie świątecznych lampek i po co mi właściwie tyle śliwkowej nutelli.
  3. Nie wszystko złoto co się świeci i jeżeli spojrzeć uważniej, bez różowych okularów z grzanego wina, doskonale widać, że produkt wcale nie jest regionalny, za to pełen cukru i sztucznych barwników. Ślicznie wyglądały te słodycze, ale pójdą do kosza bo okazały się cukrowym ulepkiem średnio nadającym się do jedzenia.
  4. Warto założyć sobie limit wydatków przed wkroczeniem w strefę straganów, bo wszystko kusi i woła, a karta płatnicza skutecznie utrudnia kontrolę wydatków. Celebrowanie świątecznego klimatu nie musi iść w parze z nadmiarowym wyciekiem kasy i może jednak warto trochę się pilnować.
  5. I last but not least: nawet jeżeli budzisz się z niepotrzebną torbą w ręku, „bo była taka ładna”, stosem słodyczy, których nie zjesz i idiotyczną świeczką sojową w kształcie św. Mikołaja i tak najważniejsze jest to, że dobrze się bawiliśmy.

Życie jest zaskakujące i nigdy nie wiadomo czy za chwilę świat nie zmiecie nas z planszy więc trzeba korzystać z blasku świątecznych jarmarków, jeść gorący bigos i popijać grzane wino pod listopadowym niebem. Trzeba nam się zatrzymać, robić zdjęcia ze skrzydłami anioła z choinkowych lampek, bujać się na karuzeli i cieszyć na widok dzieci pieczołowicie piszących listy do św. Mikołaja. Jest tyle okazji do zachwytu. W końcu święta są również po to żeby dorośli też czasem mogli być dziećmi.