Mam kłopot i w sposób naturalny moje myśli grawitują w jego stronę. Taki już jest charakter umysłu, że kieruje się w stronę problemu. Myśli gromadzą się wokół sprawy definiowanej jako zagrożenie, bo uważają, że poświęcanie tej sprawie uwagi jest konieczne. Wszyscy tak mają, bardziej lub mniej. Trzeba jednak wiedzieć, że jeżeli myśli wymkną się spod kontroli, to często bywa tak, że myślenie o problemie staje się większym problemem niż ten problem sam w sobie. Na szczęcie, o ile mamy ograniczony wpływ na to nas spotyka, to na czym się koncentrujemy jest już kwestią wyboru.
Kluczowe w tym procesie jest przekierowanie uwagi. Kwestie trudne wymagają zaopatrzenia, a nie życia nimi. Przeżywanie od nowa tego samego problemu to zabijanie czasu, który można poświęcić na inne kwestie. Bardzo pomocna jest praca fizyczna. Ciało, które się rusza ma mniejszą skłonność do zapadania się w odmęty myśli, bo musi być chociaż trochę skoncentrowane na wykonywaniu czynności. Warto za tym pójść i być w pełni ruchem, czynem, działaniem. Ja na przykład lubię robić porządki. Sprzątanie jest jak przeciwdziałanie entropii w mikroskali. Wiosna sprzyja takim aktywnościom bo wpisują się one w naturalny cykl przyrody, która odnawia się po zimie. Zagrabiam więc liście z trawnika, podcinam gałęzie, zmywam podłogi, a potem gotuję kluski śląskie i młodą kapustę. Kłopot wprawdzie nie znika, ale staje się jakby mniejszy, bo nie żyję już kłopotem.
Zauważyłam, że to na czym się koncentruję rośnie. Wybieram więc życie porannym, wiosennym słońcem, zapachem kawy, całusem na powitanie, życzeniem dobrego dnia, kiełkowaniem pietruszki i szczypioru, smakiem młodych szparagów i delikatną urodą bratków. I dzień za dniem, coraz bardziej żyję tym jak życie budzi się do życia i coraz bardziej sama staje się wiosną.