Kiedy jest sezon na cukinie, w sierpniu potrafią rozrosnąć się w gąszcz przypominający amazońskie dżungle. Ich wielkie liście panoszą się w rozkwicie jak kapryśne królowe, kryjąc obfitość żółtych i zielonych owoców. Dominują w sierpniowym bałaganie, gdy ogórki i pomidory odchodzą w stronę jesieni zwiastując koniec lata. Nie wiedzieć czemu rozczula mnie ich widok i popadam w sentymenty.
Pamiętam jak babcia sadziła na tym polu kapustę i zbierało się z liści gąsienice bielinka kapustnika gołymi rękami. Między działką dziadków, a posesją sąsiadów nie było prawdziwego płotu i biegaliśmy przez sad, obok papierówki dalej na pola, gdzie rżysko kaleczyło kostki.
Teraz już nie ma tam pola tylko przedmieścia. Jednak kawałek dalej wciąż leży siano, nie w stogach jak kiedyś tylko w wielkich balach, malowniczych w świetle zachodzącego słońca. Nie ma piękniejszego światła niż światło sierpniowe, które złotem oplata krajobraz, hojnie obdarzając swym blaskiem cukinie, brzozy i akacje tańczące na wietrze.
Niezmiennie jestem wdzięczna za ten dar ostatniej godziny dnia krótkiego, polskiego lata.