Paweł Kuczyński - "Inwazja UFO"

Kosmici są, ale nie interweniują

Pentagon USA ujawnił niedawno zdjęcia Niezidentyfikowanych Obiektów Latających. Istnieje podejrzenie, że kosmici czy przybysze z innych wymiarów, jak zwał tak zwał, istnieją naprawdę. Zawsze mi się wydawało, że coś musi być na rzeczy. Za dużo było dziwacznych relacji. Tylko, mam wrażenie, ludzki umysł ma tendencję do odrzucania tego, czego nie potrafi wytłumaczyć, czegoś co do nie do końca pasuje do znanej wizji rzeczywistości. Jakby przeskakiwał nad takim wydarzeniem z adnotacją: „coś mi się musiało wydawać”.

Na przykład UFO bardzo często było obserwowane przez lotników i marynarzy podczas II wojny światowej. Doczekało się nawet swoistego określenia – „foo fighters”. Świetliste kule niewiadomego pochodzenia, obserwowane były na wszystkich frontach II wojny światowej. Największa, i to masowa obserwacja „foo fighters” została odnotowana wczesnym rankiem 25 lutego 1941 nad Los Angeles. Pojawienie się niezidentyfikowanego obiektu wielkości sterowca spowodowało paniczne wręcz działania wojska, które wystrzeliło kilka tysięcy pocisków, z których niektóre spadły nawet na domy mieszkalne. Obiektu nie udało się zestrzelić. Do dzisiaj zdarzenie nie zostało wyjaśnione.

Piloci widujący UFO podczas II wojny światowej często czuli się obserwowani. Właściwie czemu nie? W końcu odbywało się wtedy jedne z najkrwawszych show w ludzkiej historii. Może kosmici oglądaj nas, jak my przedstawienie w telewizji np. „Szklaną pułapkę 3” albo „Działa Nawarony”? W końcu my też lubimy kino akcji. A może to ichniejsi naukowcy prowadzący regularne badania i w latającym talerzu siedzi taki obcy – Malinowski, który podgląda funkcjonowanie autochtonicznej społeczności i z notatnikiem w ręku szykuje właśnie publikację pt. „Wczesna globalizacja początku XXI w. ma planecie Ziemia – wpływ COVID – 19”.

Tylko dlaczego nie nawiązują kontaktu? Malinowski w końcu kontaktował ze swoimi Triobriantczykami, skąd więc to milczenie? Bo przecież, jeżeli mamy do czynienia z cywilizacją bardziej zaawansowaną od naszej, a zakładam, że tak jest skoro udało im się tu pojawić, a my o takich podróżach możemy jedynie pomarzyć; to chyba widzą, że przydałoby się nam trochę pomocy. Szczególnie teraz. Możliwe jednak, że tak jak Starfleet w Star Treku, wyznają doktrynę nieingerencji. W końcu, jeżeli nam udało osiągnąć samodzielnie wyższy status, to dlaczego mamy kogoś wyręczać? My ludzkość, właściwie wyznajemy podobne zasady, w dodatku w kulturze zachodniej wierząc w bajkę o równych szansach dla wszystkich, mimo że gołym okiem widać, że ich nie ma. Dlaczego kosmici mieliby być inni? A może rzeczywiście sądzą, że szanują naszą wolności i prawo do autonomicznego rozwoju? Może dowiemy się w maju, ten rok jest przecież szalony.

Niezależnie od tłumaczenia, Drodzy Kosmici, skoro nawet sam Pentagon przyznaje, że może jednak coś jest „out there”, rozważcie może raz jeszcze zasadę nieingerencji i jednak podrzućcie nam jakiś trop:

 


(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.