Recenzje

Błyskotliwy „Andor”

Takie seriale jak „Andor” zdarzają się rzadko. Odnoszę wrażenie, że nie jest to produkcja, której priorytetem był zarobek czy oglądalność, co należy jednak do rzadkości. Priorytetem była wartość artystyczna, ale też hołd złożony uniwersum 'Gwiezdnych wojen” i jego znaczeniu dla kultury. „Andor” jest pomnikiem, ale też swoistym moralitetem, przypominającym dobitnie o czym naprawdę są te filmy: o buncie i walce z terrorem.

Należę do tej, wcale niemałej grupy ludzi, którzy uważają, że „Łotr 1” jest najlepszym filmem z serii „Gwiezdne wojny”. Kino przygodowe wyrasta w tym przypadku w epicki dramat. „Andor” stanowiący preludium tej opowieści jest jego godnym następcą. Z jednej strony pokazuje genezę buntu, z drugiej jest błyskotliwą analizą rozwoju rządów autorytarnych, które niechybnie prowadzą do totalitaryzmu, ze wszystkimi jego zbrodniami. Nasilenie totalitarnych metod sprawowania władzy i wzrost jej przemocy względem obywateli rodzi sprzeciw. Wszystkich głównych bohaterów rebelii łączy jedno – nie są w stanie dłużej znieść rzeczywistości, która ich otacza, nie potrafią być ślepi na zbrodnie i tyranię władzy więc musza się przeciwstawić. Jest takie zdjęcie z początków nazizmu w Niemczech: wszyscy z rękami podniesionymi w geście heil Hilter, tylko jeden mężczyzna stoi z rękami założonymi na piersiach i sceptycznym wyrazem twarzy. Andor ma wyraz twarzy zdeterminowany, zacięty, obrazujący wewnętrzny sprzeciw. Diego Luna, gdyby tylko miał tę jedną rolę w swoim dorobku – Cassiana Andora, nie musiałby się wstydzić, ta rola wystarczy żeby zapisać się w historii kina.

Przesłanie tego serialu wybrzmiewa głośno i jasno, szczególnie w scenach, które chwytają za gardło, na Ghormie i nie tylko. Dodatkowo, twórcy serialu zadbali o oprawę na najwyższym poziomie: wizualną, muzyczną, także kostiumy i scenografia dopracowane w detalach. Można rzec, że nikt nie szczędził sił i środków, nie tylko by uhonorować ” Łotra 1 „., ale stworzyć nową jakość  na najwyższym poziomie. „Andor” jest serialem ważnym, który należy zobaczyć, który na długo zapada w pamięć.

Po skończeniu „Andora”, włączyliśmy oczywiście „Łotra 1”, a potem następną chronologicznie „Nową nadzieję” czyli sam początek „Gwiezdnych wojen”. Jedna część przechodzi płynnie w drugą, tworząc spójną sekwencję zdarzeń i estetykę, a w głowie brzmi myśl: obyśmy nigdy nie musieli się przekonać, ile trzeba poświęcić żeby zniszczyć Gwiazdę Śmierci.