Relacje

„Sandman” albo co zrobić z dziełem, kiedy nie kochamy już twórcy

Najwyraźniej Netflix nie miał problemu z odpowiedzią na pytanie zawarte w tytule i po prostu skasował „Sandmana” po drugim sezonie. W ten sposób przestał istnieć najpiękniejszy wizualnie serial jaki wyprodukowała ta stacja. Z jednej strony rozumiem tą decyzję, bo nie powinniśmy nagradzać sukcesami ludzi zachowujących się amoralnie, a na twórcy komiksowego Sandmana, Neilu Gaimanie, ciążą poważne oskarżenia. Z drugiej jednak strony, zasada domniemania niewinności znowu została wysadzona w kosmos, a pełni ona funkcję ochronną, bo łatwo jest o niezasadne pomówienia. Żyjemy jednak w kulturze powierzchowności i już skojarzenie ze skandalem może być zabójcze wizerunkowo, bo nikt nie wnika głębiej. Neil Gaiman błyskawicznie z sympatycznego faceta stał się podejrzaną personą, taką nie za fajną. Pomylił fantazje z rzeczywistością? Czy o co chodzi? Nie dowiemy się do zakończenia procesu.

Wielka szkoda, że skutkiem całej tej historii z Gaimanem jest skasowanie „Sandmana”. Twórcy serialu bowiem podeszli do materiału źródłowego z dużym szacunkiem, zgrabnie żonglując wątkami, jednocześnie bez wypaczania treści. Wspaniale też odtworzono style graficzne komiksu i jego klimat. Bardzo żałuję, że ich praca kończy się na drugim sezonie, bo liczyłam na więcej, biorąc pod uwagę bogactwo fabularne komiksu, z którego można czerpać pełnymi garściami. Szkoda Toma Sturridga, który stworzył fenomenalnego Sandmana, szkoda Zielonego Zakątka i Śnienia, zwłaszcza, że drugi sezon dorównuje pierwszemu. Drugi sezon bazuje głównie na tomie czwartym „Pora mgieł” i siódmym „Ulotne życia”, które należą do moich ulubionych. W tym sezonie poznajemy rodzeństwo Snu, pozostałych Nieskończonych i podróżujemy z Sandmanem i jego siostrą Delirium poszukując ich brata Zniszczenia. Może dlatego, że patrzę przez pryzmat końca ten sezon wydaje mi się wyjątkowo melancholijny. Każdy odcinek smakuje niestety końcem tej przygody. Szkoda, że nie zobaczę już tomu ósmego „Koniec światów”, to byłaby piękna wyprawa do Wolnej gospody „Koniec światów”. Niestety…

Nawet jeżeli Neil Gaiman zostanie oczyszczony z zarzutów, nie liczę na cud i powrót serialu. Już zawsze nad jego nazwiskiem będzie unosił się cień dłuższy niż sen Nieskończonych. Ten cień niestety będzie też wisiał nad jego twórczością, której jestem wielbicielem. Będę jednak wracać do Krainy Śnienia, bo „Sandman” był jednak wyjątkowym wydarzeniem artystycznym w świecie komiksu, a graficy którzy go współtworzyli i inni ludzie odpowiedzialni za jego powstanie, nie są niczemu winni, bez ich pracy również nie byłoby Śnienia.