Relacje

Echa koniunkcji planet

Widziałam koniunkcję księżyca z Marsem na początku lutego. Noc była pogodna, powietrze mroźne, wszystko widać było wyraźnie, jak na obrazach hiperrealistów. Koniec lutego przynosi natomiast wielką koniunkcję planet. Następna taka będzie za ponad 130 lat. W serii o Wiedźminie koniunkcja sfer sprowadza potwory. Nie czytam horoskopów, bo nie o to chodzi, ale tak jak księżyc powoduje przypływy, tak niebo musi na nas oddziaływać. Magia gwiazd. Nocne niebo hipnotyzuje, można nieźle zagubić się na Mlecznej Drodze, dopiero ból szyi budzi z tego snu. Koniunkcja na początku lutego, jak się potem okazało, miesiąca niepokojów, musi mieć z tym wszystkim coś wspólnego.

I gruchnęło, że to Ukraina jest winna wojny, już zimą mamy suszę, a papież zatrzymuje się oddechowo. Wszystko to pod znakiem koniunkcji. Kiedy ją widziałam, Mars świecił jasnym, czerwonym kolorem. Przyświecał wojennej retoryce. Jak się wiesza strzelbę na ścianie, to musi ona w końcu wystrzelić. Wszyscy o tym wiedzą w naszym teatrze. Dobrze chociaż, że szynka konserwowa nie zmieniła się od PRL-u.

Marne pocieszenia, w czasach szaleństwa, są lepsze niż żadne. Może nie będzie tak źle. Może to tylko echa koniunkcji, posępne czary, które zrównoważy rok Drewnianego Węża, podobno przynoszący wygaszenie konfliktów, stabilizację i harmonię. Drewniany Wąż zdaje się być patronem zwykłego człowieka, który jedyne czego chce, to żyć w świętym spokoju. Prawdziwe imperium to szczęśliwi ludzie, którzy, we względnej stabilizacji,  budują swoje małe światy. Dlatego kieruję oczy na przeciwną stronę nieba, żegnając krwawego Marsa, patrzę na Wenus jaśniejącą na zachodzie i pocieszam się, że jej blask jest równie silny.