Jakże fajne jest wszystko co dzieje się wokół „Wiedźmina”

 

Internet donosi, że wartość giełdowa CD Project Red jest większa niż PKO SA. „Wiedźmin” Sapkowskiego stał się bestsellerem New York Times. Sprzedaż gier rośnie. Ilość interpretacji „Toss a coin to your Witcher” także. Poza tym dyskusje o „hmm”, grafiki prezentujące ścieżkę czasową w „Wiedźminie”, analizy jak to wszystko ma się do książki, akcja Jaskier na Openerze

Jak mi się to strasznie podoba

Od 23 grudnia obserwuję ten szum i z każdą wiadomością gęba cieszy mi się coraz bardziej. Radość służy zdrowiu psychicznemu i fizycznemu, a sprawa „Wiedźmina” dostarcza radości co nie miara. Nawet uwagi krytyczne i wytykanie potknięć serialowi tworzy wokół „Wiedźmina” atmosferę zainteresowania tematem. Ważne w końcu żeby mówili. A jest o czym. Ostatecznie ludzie kupują bohaterów, efekty specjalne i inne zawsze można poprawić. A Sapkowski stworzył postaci, których nie da się zapomnieć. Pełnokrwiste, interesujące, nowe. Wymyślił Wiedźmina – zupełnie nowy twór w rejonach fantasy, mutanta romantyka perfekcyjnie władającego mieczem i w dodatku rzucającego czary. I to jest pyszne. I w tym ludzie mogą się zakochać. Zresztą Yennefer, Jaskier, Ciri, wszystkie postaci drugoplanowe, zaczynając od Vilgefortza przez Tissaię de Vries na Yarpenie Zigrinie kończąc, są tak napisane jakbyśmy mieli do czynienia z relacją z życia prawdziwych ludzi, a nie fikcyjnymi postaciami.

Dlatego cieszy mnie w końcu spektakularny, międzynarodowy sukces Sapkowskiego. Wszystkim, którym się nie podoba, że pisarz chce kasy, spieszę wyjaśnić – sukces gry jest w ogromnej mierze oparty na postaci, którą on wymyślił więc może warto trochę zluzować majty. Od dawna uważam, że saga o Wiedźminie jest jedną z najlepszych serii fantasy jakie ten świat w ogóle widział. Sceny batalistyczne u Sapkowskiego głęboko zapadają w pamięć, że wspomnę tylko – „Zszyj czerwone z czerwonym, żółte z żółtym, a białe z białym. Na pewno będzie dobrze.” Matko i córko, jak ja płakałam przy tej scenie. Zamierzam teraz sięgnąć po tłumaczenie na angielski bo zastanawiam się jak przekład radzi sobie z chędożeniem, rzyciami i tym podobnym wiedźmińskim słownictwem. Zatem też znajduje się gronie osób, które zainspirowane serialem sięgają po książkę, kolejny wprawdzie raz, ale cóż to szkodzi.

Cieszy mnie równie bardzo, że polskie przedsiębiorstwo jest w tej chwili potentatem międzynarodowym na ogromnym przecież rynku gier. Chciałabym żeby o Polsce jak najczęściej mówiono w takim kontekście. Wiedźmin to produkt narodowy o pięknych zyskach netto. Lepiej być nie może. Sapkowski odcinał się, że Wiedźmin nie jest słowiański z założenia i nie miał być, ale wyrósł na tej glebie i jest. Tolkien uporczywie twierdził, że wielkie, potworne pająki, które latają po jego książkach nie mają nic wspólnego z pogryzieniem go przez pająka w Afryce, kiedy był małym chłopcem. Trudno jednak tych faktów nie kojarzyć. Podobnie rzecz ma się z Sapkowskim. Nasz ci on jest, słowiański, czy autor chce czy nie chce 🙂

Drugi sezon „Wiedźmina” już zamówiono więc liczę na to, że dalej będzie się działo. Mam nadzieję, że wiedźmińska przygoda będzie trwała jeszcze długo, a my dostaniemy okazję by przeżywać ją w różnych odsłonach. 

 


Zobacz więcej o: Netflix, seriale, Wiedźmin


(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.