Po co właściwie ta gra wstępna

„Sens życia według Monthy Pythona” w scenie lekcji wychowania seksualnego, na powyższe pytanie odpowiada bezpośrednio: w celu lubrykacji. Innymi słowy, żeby seksualna maszyna działała jak należy – góra, dół, góra, dół i tak dalej – wszyscy wiemy jak to wygląda, trzeba czymś części tej maszyny posmarować. Zatem nie dziwcie się drodzy panowie, że wasza partnerka może niezbyt życzliwie reagować na grę wstępną ograniczoną do słów: „może tak jakiś numerek, mała?” ponieważ

ona potrzebuje trochę czasu

z przyczyn czysto fizjologicznych, ale nie tylko. Kobieta (przynajmniej do tej pory bo zauważyłam, że sprawy poruszają się ostatnio w trochę innym kierunku) swoją seksualność ma głównie w głowie, a nie w dole brzucha i tą drogą najłatwiej do niej dotrzeć. To psychikę kobiety należy zwabić i zachęcić do współpracy. Cała tradycyjna oprawa uwodzenia odpowiada na to zapotrzebowanie. Stąd kolacje, czułe słówka, świece i tym podobne zabiegi. Dlatego mężczyzna nie musi wcale być nie wiadomo jakim herosem żeby kobietę zdobyć, wystarczy że się trochę postara. I zazwyczaj na początku się trochę się stara, a potem przychodzi

szara rzeczywistość związku

Jest naturalne, że po pewnym czasie przestajemy stroszyć piórka przed naszym partnerem, który chodzi już parę lat po tej wspólnej kuchni i niejedno już nasze wcielenie widział. Jednak reguły dotyczące funkcjonowania kobiet wciąż są te same – ona potrzebuje trochę czasu. Jedna więcej, druga mniej, ale ten czas jest konieczny. Między płaceniem rachunków, dziećmi, remontem i teściową jest go coraz mniej, ale seks naprawdę jest cementem związku. Widziałam niedawno w telewizorze parę, która przeżyła ze sobą jakieś sześćdziesiąt lat i pani wyznała, że owszem kłócili się, ale seks na zgodę zawsze wszystko rozwiązywał. Może zatem warto poświęcić mu trochę czasu i wykrzesać z siebie trochę więcej niż: „e może byśmy się tak pokochali.”. Parę komplementów czy miłych słów przed tym zdaniem może ograniczyć prawdopodobieństwo bólu głowy u partnera. Celowo napisałam partnera, bo mężczyźni wbrew pozorom, też potrzebują trochę czułości żeby im, że zacytuję reklamę, „pochodnia zapłonęła”.

Gra wstępna buduje intymność i bliskość związku

Pary z długoletnim stażem, w miarę zadowolone ze swoich związków, mówią często, że to bliskość jest sekretem udanej relacji. Nie ma co się oszukiwać, namiętność mija, ale czas który przychodzi potem wcale nie jest gorszy. I nie chodzi o to, żeby stale było „cztery razy po dwa razy, osiem razy raz po raz”, tylko żeby było nam razem jak najczęściej miło. Wieczorem, kiedy sprawy już pozamykane, warto trochę się poprzytulać, trochę pobawić w różne nasze wstępne gry i inne śmichy chichy, kolorowe sekrety pościeli. Trochę dobrego wstępu, a gra się rozkręci.


(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.