Polecam do poczytania: „Nie ma tego złego” Marcina Mortki

„Nie ma tego złego” czerpie garściami z tradycji łotrzykowskiej i nie zamierza tego ukrywać. Przypomina pod tym względem „Wiedźmina”, ale „Wiedźmina” w wersji light. Ma być zabawnie, ciekawie i dobrze się czytać. I ten zamiar zostaje zrealizowany w 100 %. Wiadomo od początku, że autor nie będzie epatował ani rozważaniami nad złożonością świata, ani tragediami, które rozedrą nasze serca i pozostawią je krwawiącymi. „Nie ma tego złego” to rzetelna rozrywka, która świetnie czyta się w łikend, dostarczając dużej dozy zabawy.

Ekipa, z którą wyruszamy na wyprawę, jak to w takich razach bywa, jest różnorodna i przedstawia większość gatunków zasiedlających wyobrażony świat. Przywódcą jest właściciel gospody „Pod Kaprawym Gryfem” – Edmund zwany Kociołkiem – kucharz i przykładny mąż z tendencją do szukania przygód i popadania w kłopoty. Jest też oczywiście elf Eliah – tajemniczy i piękny, guślarz Żychłoń władający magią, błędny rycerz Urgo, krasnolud Gramm i goblin zwany Zwierzakiem. Postacie są dobrze skonstruowane, niesztampowe i naprawdę ciekawie napisane. Trudno nie darzyć sympatią tej przedziwnej zbieraniny tworzącej swoistą rodzinę, nad którą czuwa małżonka Kociołka –  Sara, matka trójki dzieci. Na udział w intrydze, o której traktuje książka, decydują się właśnie po to, by ten swój mały, szczęśliwy świat ochronić. Dlatego wszyscy kibicujemy im jeszcze bardziej, kiedy zmagają się z wrogami, podstępami i siłami ciemności. Powieść oferuje wartką akcję, zaskakujące jej zwroty i bardzo dobrze poprowadzoną narrację. Byłam mile zaskoczona poziomem lektury i mam nadzieję, że przygody Kociołka i jego przyjaciół doczekają się kontynuacji.

Najbardziej jednak w tej książce ujęła mnie pełna ciepła atmosfera relacji między bohaterami. Przyjaźń i wzajemne zrozumienie jest wartością, która spaja kompanię. Z przypadkowych znajomości tworzy się  wielokulturowa rodzina,  egzotyczna i niezwykle zżyta. Klimat jest taki jakby siedziało się w wielkiej sali przy kominku z przyjaciółmi popijając grzane wino i ciesząc się wieczorem. Po prostu lubimy tam być. Szczególnie teraz, w ten dziwny czas, warto znaleźć chwilę żeby w tym cieple się zanurzyć, marząc, że jeszcze będzie normalnie. W końcu najdziksze nawet wyprawy kończą się powrotem do domu, a dom pełen akceptacji, smacznej strawy i przyjaciół jest nie do przecenienia.

„Nie ma tego złego” to lekkie, przyjemne, świetnie napisane i iskrzące się humorem fantasy. „Na potęgę Posępnego Czerepu!”. Następne części – przybywajcie!


(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.