Relacje

Warto przeczytać: „Gdzie raki śpiewają” Delia Owens

„Są ludzie, którzy mogą żyć bez natury i są ludzie, którzy nie mogą.” – to zdanie jest kluczem do książki „Gdzie śpiewają raki” Dalii Owens. Główna bohaterka – Kya Clark należy do tych, którzy bez kontaktu z przyrodą nie mogliby oddychać. W samotności, na mokradłach Karoliny Północnej przyroda jest jej towarzyszem i pocieszeniem. „Gdzie raki śpiewają” to niesamowita opowieść o wyobcowaniu i stopniowym wzrastaniu do kontaktu z ludźmi.

Osadzona w latach sześćdziesiątych powieść to portret środowiska małego miasteczka i ludzkich reakcji na odmienność. Tajemnicza „Dziewczyna z bagien” jest lokalną atrakcją budzącą zarazem niechęć jak i fascynację. Dzika i piękna Kya kusi dorastających chłopców i gorszy stateczne panie. Jej intymny świat karmienia mew, śledzenie pływów oceanu,  obserwowania ptaków i świetlików jest hermetyczny, co nie znaczy, że nie tęskni za ludźmi. Tęsknota prowadzi ją do relacji skomplikowanych i trudnych. Taniec godowy samców nie zawsze kończy się dobrze dla samic.  

Fabuła prowadzona jest na dwóch planach czasowych obejmujących wczesne i późne lata sześćdziesiąte. Stanowi ciekawe połączenie powieści obyczajowej i dramatu sądowego dotyczącego sprawy o morderstwo. Rytm powieści jest powolny, ale bardzo absorbujący, wciąga niczym moczary, które są bohaterem tej historii równie ważnym jak pojawiający się w niej ludzie. Autorka ma talent do tworzenia wielowymiarowych, ciekawych postaci, których obraz możemy zobaczyć przez pryzmat środowisk, z których pochodzą i uwarunkowań społecznych, lecz także indywidualnych charakterów. Dalia Owens maluje ich portrety jak Kya maluje wizerunki ptaków, muszli i traw, z czułością i dokładnością naukowca. Spojrzenie jej jest uważne. Nie osądza i nie potępia. Jest to wiedza zaczerpnięta z natury, która nie odrzuca, wolna od ocen w skali ludzkiej moralności. Celem obserwacji jest opisanie i zrozumienie zjawiska. Tak samo jak Kya opisuje zachowania godowe świetlików, tak narrator opisuje ludzkie ścieżki małej społeczności miasteczka Barkley Cove.  

Narracja jest poetycka i jakby dostosowana do środowiska, które opisuje. Płynie jak łódka Kyi po przybrzeżnych moczarach. Maluje słowem przestrzenie i emocje. Opisy są tutaj plastyczne i barwne. Historia ani na moment nie przestaje intrygować i do końca nie jesteśmy pewni czy zagadka śmierci pierwszego amanta Barkley Cove zostanie w ogóle rozwiązana. Klimat tej książki jest sprawia, że bagna Karoliny Północnej wydają się krainą czarów. I naprawdę tak jest. Można zobaczyć tam magię krogulca gubiącego pióra na ganku rozpadającego się domu Kyi. Nad wodami słychać wołanie czapli, a przypływ wyrzuca na brzeg klejnoty muszli. Cisza i księżyc oświetlają szuwary. Są takie książki, których nie chce się kończyć, które jeszcze kilka dni po przeczytaniu brzmią w głowie jak echo. W moim odczuciu „Gdzie raki śpiewają” jest jedną z nich. Warto jest zagłębić się w ten świat. Trudno jest go opuścić. 

Na początku roku ogłoszono plany ekranizacji. Można mieć tylko nadzieję, że adaptacja nie zgubi atmosfery oryginału.