Co z tymi Walijczykami?

Odnoszę silne wrażenie, że Anglicy i jeszcze ewentualnie Szkoci zdominowali myślenie o Wielkiej Brytanii. Rzadko się pamięta, że na Wspólnotę Brytyjską składają się jeszcze oni – Walijczycy. Zapomniana nacja, jakby na marginesie, gdzieś na zachodnim wybrzeżu wyspy. To co rzuciło mi się w oczy i na mózg, kiedy zaczęłam blogowe podróże po Wielkiej Brytanii, to to, że nie mam bladego pojęcia kim właściwie są Walijczycy, jaka jest choćby mglista ich charakterystyka, słowem – o co właściwie chodzi z tymi Walijczykami. Kojarzyli mi się dokładnie z niczym.

Tymczasem Walijczycy istnieją i mają się całkiem nieźle. Nazywają swój kraj Cymru a siebie samych – Cymry. Mają własny język, zwyczaje, a od lat 90 – tych XX w. własne Zgromadzenie Narodowe.

Język

Język walijski jest najstarszym językiem w Europie. Był ogromną inspiracją dla lingwistycznych eksploracji J.R.R. Tolkiena, który zachwycił się kształtem liter walijskiego alfabetu jeszcze w dzieciństwie. Pierwszy raz zetknął się z językiem walijskim obserwując pociągi jadące na zachód, które na bokach wagonów miały jakieś dziwne napisy – był to walijski. Mnie zachwyt Tolkien wydaje się zgoła dziwny, bo walijskie wyrazy w większości to zbitek spółgłosek, trudno wymawialny i mało czytelny, dodatkowo litera „w” służy do zapisania samogłoski (sic!). Myślę, że walijski byłby dla mnie niewyuczalny. Zresztą posługuje się nim jedynie 19% Walijczyków. Natomiast rzeczywiście alfabet wygląda pięknie. Najdłuższa na świecie nazwa miejscowości, oczywiście w języku walijskim, wygląda tak

Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwlllllantysiliogogogoch,

co znaczy Kościół świętej Marii w dolinie białych leszczyn, w pobliżu gwałtownego wodnego wiru, przy czerwonej jaskini, w której znajduje się kościół świętego Tysilio.

Morze, węgiel i pastwiska

Cardiff, stolica Walii była swego czasu wielkim portem węglowym.

Cardiff

Walia była krainą kopalń, a wydobyty węgiel podróżował w dużej mierze drogą morską. Pozostałości po tym przemysłowym, węglowym boomie XIX w. i XX w. można wciąż jeszcze obserwować, chociaż ostatnia kopalnia została już zamknięta. Reformy Margaret Thatcher miały ogromny wpływ na zmiany w regionie, który żył z wydobycia. W Polsce chyba nie nadszedł jeszcze moment na dyskusję na temat rentowności kopalń, w Walii temat ten został już dawno zamknięty, dosłownie. Może i dobrze, więcej miejsca dla takich krajobrazów.

North Wales Snowdon horseshoe

Walia już nie dymi, hałdy węgla poznikały, zostały owce. Hodowla owiec należy do tradycyjnych zajęć walijskich, chociaż nie stanowi znaczącej potęgi ekonomicznej. Owce podobno są wszechobecne. Góry i owce, owce i góry. Jest to niezwykle malownicze, a czasem nawet zabawne. Ta reklama była zrobiona w Walii, miała tryliardy odsłon na youtbe. W Walii z owcami potrafią zrobić tak 

Zwyczaje

Walijczycy, doszły mnie słuchy, są niezwykle dumni ze swojej narodowości. Posiadają obsesje w temacie flagi ze smokiem. Flaga wygląda tak

Welsh-Grungy-Flag

i łopoce co drugi budynek, na walijskim wietrze.

W związku ze zbliżającym się Bożym Narodzeniem warto wspomnieć, że Walijczycy mają pięknie rozwiniętą tradycję kolędowania. W Święta Bożego Narodzenia śpiewają, najczęściej do muzyki harfy. Harfa i saksofon to dwa moje najulubieńsze instrumenty więc bardzo bym chciała zobaczyć takie kolędowanie na żywo. Każda miejscowość ma własny kolędowy chór. Co roku ogłaszany jest konkurs polegający na skomponowaniu melodii do słów nowej kolędy. Potem śpiewają ją wszystkie chóry. Bardzo podoba mi się ten zwyczaj. Śpiewanie, nawet jeżeli ktoś nie jest talentem na miarę Voice of Poland, czy innego programu podobnego typu, dostarcza organizmowi endorfin i otwiera głowę. Myślę, że ma to coś wspólnego z cyrkulacją powietrza w płucach, krtani i innych narządach, którą dajemy sobie w prezencie śpiewając. Uczmy się zatem od Walijczyków.

A tradycyjnie, w zimowe święta, Walijczycy w prezencie darują sobie cukrowe, różowe myszki, how sweet.

1 marca obchodzą dzień swojego patrona św. Dawida. Bardziej znany ogółowi jest irlandzki dzień św. Patryka obchodzony 17 marca. Dzień św. Dawida w Walii natomiast również musi należeć do ciekawych wydarzeń, ponieważ tradycyjnie odbywają się wtedy rzemieślnicze jarmarki. Walijczycy ozdabiają się e symbolami narodowymi, do których należy żonkil i por (por jako symbol narodowy?, my Polacy nigdy byśmy na to nie pozwolili, to nie brzmi wystarczająco dumnie). Ponadto dużo jedzą m.in. półtorametrowe ciasto z rodzynkami i dużo piją, głównie piwa.

W walentynkowej Walii zakochani obdarowują się zrobionymi z drewna łyżeczkami, z motywem kluczy czy kłódek.

Ciekawostka

Anthony Hopkins jest Walijczykiem.



(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.