Człowieczeństwo robota

Od stuleci człowiek próbuje stworzyć swój mechaniczny odpowiednik – robota. Od czasów rewolucji przemysłowej XIX w. prace w tym zakresie nabrały tempa. Wiek XXI przyśpieszył jeszcze bardziej i pojawiają się głosy, że w połowie tego stulecia stworzenie autonomicznej inteligencji może być możliwe. Jeżeli tak, czy pojawienie się robotów, szczególnie androidów czyli mechanizmów humanoidalnych nie spowoduje rewolucji społecznej na ogromną skalę? Jeżeli maszyna myśli, czuje i wygląda jak człowiek, to jaki jest jej status – czy nie jest to przypadkiem człowiek taki jak my?

Złe i dobre roboty

Odnoszę wrażenie, że generalny obraz androidów w filmach i literaturze SF jest czarno – biały. Albo robot jest dobry albo zły. Albo występuje przeciwko swojemu stwórcy i próbuje zniszczyć ludzkość albo próbuje tego stwórcę ratować. Zły robot to silny, wyposażony w niezwykłe umiejętności i karabin maszynowy bezlitosny zabójca. Dobry robot to zazwyczaj łagodna poczciwina, która muchy nie skrzywdzi, bowiem serce ma gołębie. Taki na przykład Wall-E – i staruszkę przez ulicę przeprowadzi i przytuli i świat uratuje. Najciekawsze według mnie historie androidów to jednak te, które stanowią przedstawienia jednak trochę bardziej złożone, przez to bardziej ludzkie i interesujące. Dlatego uważam, że najlepsze filmy o androidach to „Łowca androidów” i „A.I. Sztuczna inteligencja”. W nich de facto androidy najbardziej przypominają swoich stwórców.

Tymczasem kierunek badań nad robotami, który przynosi obecnie najlepsze chyba rezultaty, to tworzenie ich właśnie na wzór i podobieństwo człowieka. Najpierw buduje się ciało, które wyposaża się w zmysły. To ciało potem uczy się świata, zupełnie jak ludzkie dziecko. Jest to przeciwieństwo gotowego programu, to de facto wpisanie rozwoju w budowę mechanizmu. Taką metodę zaproponował już Alan Turing, sławny pogromca enigmy, którego życiorys możemy oglądać obecnie na ekranach kin (muszę ruszyć w końcu tyłek na ten film – będzie recenzja). Jest to próba odtworzenia zasad funkcjonowania ludzkiego umysłu. Nie jest to droga prosta, łatwa i przyjemna.

Myślenie robotów

Wspominałam już o tym, że są teorie głoszące, że nie da się stworzyć czegoś podobnego ludzkiemu umysłowi ponieważ nie będziemy w stanie przekroczyć granicy koniecznej, by uzyskać odpowiednią złożoność struktury na poziomie materialnym. Upraszczając – nie będziemy potrafili wykreować odpowiednika naszej sieci neuronów na przykład. Czy musi być to warunkiem powstania umysłu? Bóg jeden wie, chyba że nie wierzy się w Boga, w takim razie – nikt nie wie. W każdym razie wygenerowanie tego, co nazywamy myśleniem, wydaje się być diabelnie trudne.

Myślenie bowiem to coś więcej niż wykonywanie zaprogramowanych zadań czy moc obliczeniowa komputera. Wymaga samodzielnej oceny sytuacji i wyciągania z niej wniosków, służących modyfikacji zachowań. Na przykład jeżeli w hali produkcyjnej, w której pracują automaty wybuchnie pożar, nie przestaną one wykonywać swoich czynności, chyba, że ktoś je wyłączy albo ulegną zniszczeniu. Ewentualnie odpowiednią reakcję na zagrożenie na przykład można wpisać w ich program. Jednak program nie jest w stanie uwzględnić wszystkich potencjalnych sytuacji. Dlatego umysł ludzki jest tak wspaniałym narzędziem, on posiada zdolność modyfikacji.

Jednak próby nauczenia robotów myślenia już się dzieją. Niektóre nawet kończą się sukcesem np. robot Leo, testowany w Massachusetts Institute of Technology potrafi modyfikować odpowiedź na podstawie analizy sytuacji. Jego poziom jednak pod tym względem jest, zdaje się, daleko za dwulatkiem. To śmiała teza, bo kiepsko znam się na dwulatkach, ale jak na robota, jego osiągnięcia są imponujące – potrafi wywnioskować, że skoro naciskał dwa guziki, to kiedy ma do dyspozycji trzeci guzik, a pada polecenie – naciśnij wszystkie guziki, naciska wszystkie trzy guziki. Zakładam, że nie powaliło was to na kolana, ale dla Leo to osiągnięcie – tworzy coś na kształt pojęcia abstrakcyjnego, wszystkie nie znaczy tylko dwa, które do tej pory nacisnął, tylko wszystkie trzy. Daleko mu do dylematów Roy’a Betty z „Łowcy androidów”, ale ogarnianie pojęć generalnych to już jest coś.

Jest jeszcze jedna kwestia – nie wiadomo tak naprawdę jak Leo, gdy już zacznie myśleć, naprawdę będzie myślał, i co będzie myślał. Postrzegamy proces myślenia na wzór swojego własnego. Rozumowanie robotów może znacznie różnić od naszego, chociażby dlatego, że to nie będą twory organiczne. Już Ksenofanes żyjący w VI/V w. p.n.e. zauważył, że mamy tendencje do wyobrażania sobie innych istot na swój obraz i podobieństwo. Nawet przybyszy z odległych planet ubieramy w ludzkie kostiumy. Roboty myślące mogą bardzo się od nas różnić. W tym właśnie upatruję słabość naszych scenariuszy przyszłości dotyczących tego tematu. Przyszłość może okazać mało przewidywalna.

Emocje robota

Podobny problem to emocje robota. One też nie muszą być kopią naszych własnych. Dodatkowo emocje u jednostek ludzkich potrafią być bardzo różne w tych samych sytuacjach. Każdy ma swój indywidualny, złożony świat emocjonalnych reakcji. Ta złożoność potrafi rodzić ogromne trudności komunikacyjne. Jak duże mogą one się stać w przypadku zupełnie różnej od naszej gamy emocji.

A jeżeli dopuszczamy w ogóle możliwość istnienia emocji u mechanizmów (a dlaczego właściwie nie, skoro zakładamy, że mogą myśleć, to mogą także czuć?), jak to ma się do naszych planów dotyczących robotów, które związane są z nimi integralnie i wpisanych w definicję robota:

ROBOT – KONSTRUKCJA MECHANICZNA AUTOMATYCZNIE WYKONUJĄCA POLECENIA.

Mieliśmy już do czynienia w historii ludzkości (i niestety wciąż mamy do czynienia) z wykorzystywaniem czujących istot w celu wykonywania automatycznie poleceń. Tak, panie i panowie – to się nazywa niewolnictwo.

Problem niewolnictwa

I wychodzi na to, że jeżeli wykonamy swoją robotę wyjątkowo dobrze i uda nam się stworzyć myślące i jeszcze w dodatku czujące (czy można myśleć nie czując?) istoty to jeżeli karzemy im robić to, co my chcemy automatycznie, bez jakiegokolwiek prawa wyboru, stworzymy sobie piękną armię niewolników. To jest akurat jawnie sprzeczne ze wszystkimi możliwymi konwencjami praw człowieka. Oczywiście robot to nie człowiek można twierdzić. Jednak pozbawienie praw podstawowych czujących i myślących istot, możliwie, że nawet myślących sprawniej niż my (bo dlaczego niby nie, pamiętajmy że nie będą mieli ograniczeń płynących z ciała czyli np. nie będą się męczyć) to czy cywilizacja i kultura będą mogły naprawdę tolerować taki stan rzeczy? Jak moglibyśmy odmówić im podstawowej wolności? Jeżeli odmówimy im tego, czy nie staniemy się rasistami, tym razem gatunkowymi.

Konkludując

Zatem robotyka to może być właściwie próba stworzenia nowego gatunku. Sukces w tej dziedzinie zmieni oblicze społeczeństwa na skalę właściwie nieogarnialną. Oczywiście w tej chwili daleko nam do robotów rozprawiających o prawach człowieka (patrz przykład Leo), ale musimy zdawać sobie sprawę z możliwych etycznych implikacji tworzenia sztucznej inteligencji, bo te prace mają miejsce tu i teraz. Są teorie, które proponują ciekawe rozwiązania problemu współistnienia ludzi i robotów, czyli połączenie ludzi i maszyn, ale to już zupełnie inny temat.



(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.