Dom na poboczu drogi

Jesień sprzyja opowieściom sentymentalnym. To będzie właśnie taka opowieść. Kiedy jedzie się z Warszawy drogą na Mazury tuż przed Ostrowią Mazowiecką, mija się stary dom. Stary dom usadowiony jest przy drodze, na skraju lasu. Znajduje się na całkiem dużej posesji i widać, że ma mieszkańców. Świadczy o tym równo ułożony obok domu stos drewna na zimę. Można zauważyć, że jest to porządny dom, a raczej był porządny. Należy do solidnych budynków z cegieł, które nie poddają się łatwo czasowi, ale i na niego przyszła kolej. Widać, że dom zapada się, kruszy, odchodzi w przeszłość. Nosi na sobie jeszcze ślady dawnej świetności, ale to tylko pogłos tego, czym był kiedyś. Zawsze gdy mijam to miejsce, mam uczucie, że chciałabym dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Dlaczego został postawiony tak blisko lasu? Czemu przyciąga mnie i fascynuje jakaś dziwna atmosfera, która jest wokół niego? Jaka jest tej atmosfery przyczyna?

Dom na poboczu drogi przypomina mi baśń Andersena „Stary dom”. Kiedy byłam dzieckiem, baśń ta nudziła mnie. Teraz patrzę na nią inaczej. Opowieść zaczyna się od opisu starego, trzystuletniego domu oraz tego, co myślały o nim domy stojące na tej samej ulicy. Były to domy nowoczesne, które nie chciały mieć nic wspólnego ze starym domem, uważały że jest niepotrzebny. Były to, mam wrażenie, bardzo krótkowzroczne nowe domy. Jest przecież oczywiste, że one również przemienią się kiedyś w nie za bardzo nowe, a potem stare domy. Jeżeli będziemy jak te domy i nie wychowamy dzieci w taki sposób, żeby szanowały starych ludzi będzie źle. Sami kiedyś będziemy starzy. Nas też nie będą szanować. Na szczęście, w jednej z tych zadufanych w sobie nowych kamienic mieszkał chłopiec, któremu podobał się stary dom – „podobał mu się ten stary dom zarówno w blasku słonecznym, jak i w świetle księżyca”. W starym domu mieszkał stary pan, któremu dobrze się powodziło, ale podobno był strasznie samotny. Chłopiec zaprzyjaźnił się z nim. Wtedy okazało się, że nie jest on tak bardzo samotny, jak mogło się wydawać, bo odwiedzały go dawne myśli, ze wszystkim, co im towarzyszy. Chłopczyk uważał, że jest przyjemnie w tym domu pełnym mebli z innej epoki i obrazów przeszłości. W końcu jednak starszy pan umarł, a dom został rozebrany, bo był ruderą i jak wszystko musiał przeminąć. Po latach chłopiec już jako dorosły mężczyzna wraca w to miejsce, do innego domu, który został tam postawiony. Jego żona w ogrodzie znajduje ołowianego żołnierza, którego podarował starszemu panu, gdy był chłopcem. Dzięki temu historia starszego pana zostaje znowu opowiedziana i znowu wzrusza. Nie została zapomniana.

Pewnie któregoś dnia jadąc drogą na Mazury zobaczę gruzy domu na poboczu drogi. Jednak w moim wspomnieniu będę miała jeszcze przez jakiś czas, jego obraz. Przemijanie jest smutne. Nie ma co się przed tym bronić, jest w tym smutek. Można się jednak trochę z nim oswoić. Może dzięki temu łatwiej będzie nam przyjąć też naszą starość, która w sposób nieunikniony nadejdzie. To nie jest wygodny temat i nasza cywilizacja od niego ucieka. Maseczki odmładzające, operacje plastyczne, liftingi i dużo młodsi partnerzy. Próby oszukiwania czasu. Czas jednak nie jest naszym wrogiem. To właśnie czas daje poszerzenie perspektywy i pogłębienie odbioru świata. Dlatego trochę przeraża mnie, gdy widzę jak ludzi starszych postrzega się jako zbędnych, niepasujących do obrazka. Nowe domy w baśni Andersena patrzyły podobnie na stary dom, nie fatygując się domysłami na temat tego, co kryje się w jego wnętrzu. Wiem, że będę kiedyś stara. Prawie to akceptuję. Mam bowiem nadzieję, że w starym domu również może być przyjemnie, jak to powiedziano w baśni „Stary dom”.



(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.