Uprzejmość na co dzień

Wsiadam niedawno do windy w swoim bloku mrówkowcu. W środku młodzieniec lat na oko, osiem. Młodzieniec skłania lekko głowę i mówi mi uprzejme dzień dobry. Wysiadając równie uprzejmie się ze mną żegna. Zrobiło mi się miło. Wyszłam z zadowolonym uśmiechem. I powstała we mnie refleksja – jestem rozanielona, bo niestety, takie zachowania stają się czymś niezwykłym. Nie jest tak, że w ogóle ich nie ma, ale nie są też normą.

Lubię formy grzecznościowe. Zwracam uwagę na sposób przywitania. Odpowiednie zachowania i formę komunikacji, dostosowaną do rozmówcy. Zauważyłam ostatnio, że sprawia mi przyjemność oglądanie na przykład filmów, w których przedstawione są konwersacje angielskiej klasy średniej, toczące się z pewną rezerwą, ale też uprzejmością. Tęsknię za takimi klimatami. Lubię przebywać w otoczeniu ludzi, którzy komunikują się w ten sposób.

Grzeczność to nie jest społeczny skansen

Odnoszę wrażenie, że formy, o których mówię bywają odbierane jako obyczajowe skostnienie. Zjawisko, przeciwko któremu należy się buntować i walczyć z nim, bo jest zaprzeczeniem indywidualnej wolności jednostki. Formy grzecznościowe podobno ubierają nas w kaftan społecznych konwencji. A kaftan ten jest ograniczeniem, którego należy się pozbyć. Często ten rodzaj buntu, w oczach osoby buntującej się, jest uznawany za coś co ją wyróżnia. Wyróżnia z tłumu, który dostosowuje się do przyjętych norm. Jestem taki alternatywny i cool, bo się nie dostosowuję.

Z tym poglądem pozwolę sobie się nie zgodzić ponieważ:

Po pierwsze – nie uważam form grzecznościowych za ograniczenie wolności 

Uważam je za jeden z przejawów kultury i cywilizacji. Formy grzecznościowe to jedno z zachowań, które jest efektem działania kory mózgowej – czyli nowszej struktury naszego mózgu, która oswaja jego pierwotną, wciąż silną część. Powstały żeby cywilizować współpracę i komunikację, nie tylko po to, by być wydumanym, sztywnym kołnierzem. Pełnią istotną funkcję, ponieważ tworzą we wspólnocie pewną płaszczyznę porozumienia. To ułatwia kontakty i łagodzi obyczaje.

Nie jest to też ograniczanie sfery emocjonalnej i emocji. Emocje można wyrażać w różny sposób. Czasami są tak silne, że wyrywają się na wolność i trudno je opanować, ale warto się starać. Czym innym jest zupełne poddanie się i dopuszczanie do tego, że emocje wyraża się krzykiem, na przykład. Takie uwolnienie emocji to podążanie w kierunku, który dopuszcza przegryzanie tchawicy drugiemu człowiekowi – bo się wkurzyłem.

Forma komunikacji ma znaczenie. Jest ogromna różnica między zaczepieniem w autobusie kobiety tekstem:

– E, lala, ale masz balony. – co ma być zapewne wyrazem jakiegoś uznania, a powiedzeniem :
– Ma pani piękny uśmiech. Do twarzy pani z tym uśmiechem.

Po drugie – nie uważam buntu przeciwko tym normom za wyraz indywidualności

Głównie z tej przyczyny, że jak już wyżej pisałam, stosowanie owych norm staje się coraz większą rzadkością. Jeżeli za zachowanie alternatywne uznamy zachowanie odmienne od wyznaczonego przez większą część grupy społecznej, to w tej chwili formy grzecznościowe są alternatywą. Młodzieniec, którego spotkałam w windzie był chodzącą alternatywą, rzadkim okazem, a nie normą społeczną. W tej chwili śmiało mogę zaryzykować tezę, że uprzejmość jest wyrazem buntu wobec zastanych norm społecznych. 

Nie będzie na pewno zaskoczeniem, kiedy powiem, że chciałabym, żeby ta alternatywa powtórnie stała się normą, ponieważ formy grzecznościowe powodują, że po prostu jest bardziej miło. 

Komunikacja grzeczna i uprzejma jest znacznie bardziej przyjemna

Praktykowanie form grzecznościowych tworzy lepszą atmosferę nie tylko w przestrzeni publicznej, ale też w życiu prywatnym. Czy nie jest miło kiedy dziękujemy sobie wzajemnie za przygotowany obiad, zwykłe podanie soli, rozwieszenie prania? Czy nie jest miło usłyszeć przed wyjściem do pracy – kochanie świetnie dziś wyglądasz. To jest codzienna uprzejmość, która naprawdę nic nie kosztuje, może jakiś tyci wysiłek refleksji. Takie słowa są jak ciepły dotyk. Bycie względem siebie uprzejmym naprawdę tworzy dobry klimat. Zupełnie inaczej współpracuje się z osobą, która odburkuje w odpowiedzi monosylaby niż z osobą, którą stać na uprzejmość.

W mediach coraz częściej obserwuję programy, w których komunikuje się ich uczestnikom nieprzyjemne rzeczy w bardzo brutalnych formach. Szefowie kuchni tresujący podwładnych. Jurorzy oceniający konkursantów. I to jest podobno super. Wyobraź sobie, że masz szefa, który drze się na ciebie w niebogłosy za popełniony błąd i wyzywa. Może to dobrze wygląda na ekranie, bo przecież dzieje się, dym i afera, ale jak czuje się człowiek potraktowany w ten sposób? Oczywiście można powiedzieć, że sam się tam pchał i wiedział na co się pisze. Dobrze, ale chcesz, czy nie chcesz media tworzą wzorce. I taki sposób komunikacji przez to się upowszechnia, więc każdy będzie coraz bardziej narażony na takie sytuacje w zwykłych biurach. Nie wierzę, że ludzie uczą się, przyswajają wiedzę i lepiej pracują tylko wtedy, gdy się na nich wrzeszczy. Te treści można naprawdę przekazać inaczej. A taki styl to jest powrót do zasad jaskini – przetrwają najsilniejsi, którzy to zniosą. Ile osób tego nie zniesie albo jakim kosztem to znoszą, jest już nieistotne. Odpadli w walce o byt albo utrzymali się za cenę psychicznych ran.

Cywilizacja, w tym formy grzecznościowe, które łagodziły tendencje rodem z epoki kamienia łupanego, zanika. Kiedy zniknie zupełnie nie sadzę żeby przyjemnie nam się żyło. A chciałabym nadal widywać uprzejmych młodzieńców, spotykanych w windach, którzy powodują lekki uśmiech na twarzy – taki mały, a taki gentleman.

Wolę kiedy jest miło. 



(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.