Jak nie spadać w dół

Dużo się pisze ostatnio, żeby nie lekceważyć depresji. Klepanie po plecach i „daj spokój, zajmij się czymś”, to nie jest właściwa pomoc w takich stanach. Nie sposób się z tym nie zgodzić, bo nieleczona depresja zabija. Warto jednak pamiętać, że określenie depresja bywa nadużywane. Nie każdy spadek nastroju to depresja. Każdemu zdarza się dolina i zakradający się kocim krokiem smutek. Warto w takich stanach uważać i działać zgodnie z popularnym powiedzeniem: jeżeli jesteś w dole, to przede wszystkim – przestań kopać.

Według mojej ulubionej sentencji z „Sensu życia według Monthy Pythona” – dusza powstaje w procesie samoobserwacji, a proces ten jest kluczowy dla prowadzenia względnie świadomego życia. Proces samoobserwacji może nas uchronić również przed spadaniem w dół. Zatem pierwsze i najważniejsze – przyglądaj się sobie. Znajdź czas, między pracą, rodziną, zakupami i paranoją COVID, dla siebie. Po to żeby się sobie przyjrzeć, połapać końcówki i ogarnąć co się z tobą dzieje. Czas dla siebie często jest lekceważony. Stracony dla świata, jest jednak niezbędny dla utrzymania siebie samego w dobrej kondycji. Bez tego może się zdarzyć, że obniżenie nastroju, o którym tutaj mowa, może zmienić się w stan permanentny, a potem w depresję. Z tego nie jest już łatwo wyjść, więc lepiej zatrzymać swoje spadanie w dół, dopóki jest to jeszcze możliwe.

Zapadanie się można poczuć wręcz fizycznie. Wciąga w takich razach studnia fotela, czy głębina kanapy, jak grząskie bagna smutku. Kluczowe to w tym przypadku ruszyć się. Najprościej skorzystać z rady niejakiego Laski – zastanowić się, co się lubi robić i zacząć to robić. Nawet jak jest źle to zawsze jest trochę lepiej, kiedy przygotujesz sobie ulubione jedzenie. Dolina, doliną, ale na przykład w moim przypadku, jakoś ta dolina mniejsza i płytsza kiedy na stole pojawia się ukochana kiszonka, na przykład czerwona kapusta, czy kalafior. Każdy ma coś takiego, co pozwoli przekierować uwagę i wejść w świat przyjemności.

Świat przyjemności składa się z drobnych rzeczy. Jeżeli zaczepisz się w tym świecie, życie stanie się jakoś mniej ciężkie. Warto zwracać na niego uwagę i ćwiczyć. Zauważyć dotyk miękkiego dywanu po wstaniu z łóżka. Wygodę kapci, w które wsuwamy stopy. Nawet istnienie ogrzewania w domu, bo w końcu przez wieki dziejów ludzkości nie było to takie znowu oczywiste. A już przyjemność pełnej lodówki to nadal jest stan, który czyni nas wyjątkowymi. Naprawdę. Zawsze jest też niebo, w jego wielu odsłonach i drzewa. Drzewa są nieocenione bo wyglądają jak dzieła sztuki. Wystarczy spojrzeć na pokrój – wyglądają jak rzeźby, lepsze od tych współcześnie widywanych w muzeach.

Skoro zażyliśmy już trochę przyjemności i świat przestał być jedynie szarym, burym miejscem, warto dostrzec, że skoro mam dwie sprawne ręce i dwie sprawne nogi (a nie wszyscy mają to szczęście), to można ich użyć dla aktywizacji. Ruch poprawia nastrój i to nie jest żadna bajeczka dla dzieci. I o ile sławne „rusz się” nie pomoże przy depresji, to zadziała na obniżenie nastroju. Endorfiny, i inne szczęśliwe hormony, wydzielają się podczas ćwiczeń i każdy właściwie to wie. Bywa, że ciężko zacząć, ale to naprawdę może być światełko w tunelu kiedy przechodzimy przez gorsze stany. Warto poobserwować siebie, w ramach eksperymentu, i zbadać samopoczucie przed i po spacerze. Ruch jest istotą życia. Wszystko co pozostaje w bezruchu rdzewieje i gnije, rozpada się. W dodatku, jest to lekarstwo zupełnie bez kosztowe. Tak jak nic nie kosztuje powietrze, którym oddychamy. Lasy, pola i łąki póki co wciąż są dla nas otwarte. Zatem jak ci gorzej to pamiętaj: „Przez łąki przez pola pędzi fasola. Zwariowana, potargana, do re mi – fasola gna.”. 

Żeby „przestać kopać” warto też się poodcinać od rzeczy, które przygnębiają, czy przytłaczają. Jesteśmy w takim czasie, że napływające z zewnątrz informacje, dalekie są od wesołych. Dobrze jest je dawkować i ograniczać jeżeli zauważymy, że działają na nas negatywnie. Kolejny przeczytany na fejsbuku lub portalu informacyjnym tekst o tym jak straszny jest koronawirus nam nie pomoże. Nieograniczony dostęp do informacji może uspokajać, bo w końcu wiemy co się dzieje, ale nadmierne nimi nasycenie, gdy są negatywne, spowoduje odwrotny efekt – gwarantowany wzrost niepokoju. Podobnie z filmami i książkami – przytłacza cię – nie czytaj, za dużo napięcia – nie oglądaj. Mam teraz kolejkę filmów do obejrzenia z gatunku dramat/thriller, ale mimo, że chcę, nie będę do nich podchodzić. Wystarczą mi dzienniki informacyjne. Teraz kulturowo stołuję się jedynie w wersji light, ale naprawdę wrócę kiedyś do świetnego „Wychowane przez wilki”, zwłaszcza, że Travis Fimmel… ale aktualnie ćwiczę kreskówki, komedie i filmy, które widziałam sto razy, ale obejrzę kolejny raz bo lubię.

To jest czas żeby być dla siebie dobrym. Taki czas właściwie jest zawsze, ale teraz jednak jakoś bardziej. Bo się boimy co będzie dalej, bo jesteśmy zagrożeni – i nasi bliscy i my, bo nie wiadomo jak za rok będzie wyglądała nasza lodówka, bo wszystko jest niepewne i ile jeszcze to do cholery potrwa. Zróbmy chociaż dla siebie tyle, żeby nie spadać w dół. To nic nie da. To nas tylko osłabi lub, Boże broń, pogrąży. Szkoda, że tak mało słońca ostatnio, ale na to nic już nie poradzimy. Byle do wiosny.

 


Zobacz więcej o: psychologia


(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.