Praktyczne aspekty imperatywu kategorycznego Kanta albo nie czyń drugiemu co tobie niemiłe

Immanuel Kant był filozofem, który wierzył w ludzki rozum. Zgodnie z jego nauką, w rozumie należy upatrywać źródła zasad moralnych, którymi powinniśmy się kierować. Poszukując odpowiedzi na pytanie o to, jak powinien funkcjonować człowiek moralny, Kant podaje uniwersalną, w jego opinii odpowiedź:

Postępuj tylko według takiej maksymy, dzięki której możesz zarazem chcieć, żeby stała się prawem powszechnym.

Jest to zdaniem Kanta jedyna i wystarczająca zasada, stanowiąca podwaliny moralności. W praktyce oznacza to, że należy po prostu w każdej sytuacji zastanowić się, czy chcielibyśmy zostać potraktowani identycznie, jak my zamierzamy kogoś potraktować. Widziałam niedawno w aptece następującą scenę: mniej więcej sześciolatek zaczepiał swoja mamę, bo coś mu się uwidziało (tak to z dziećmi nader często bywa), w odpowiedzi matka zrugała go bardzo ostro, podniesionym głosem. Bardzo to było przykre i do dziś żałuję, że byłam tchórzem i nie zwróciłam jej uwagi. Pomyślałam wtedy – czy ta pani chciałaby żeby jej szef w pracy zwracał się do nie w taki sposób, gdy popełni błąd, albo mąż, kiedy coś mu nie odpowiada? Raczej nie. To idealna sytuacja żeby zastosować imperatyw kategoryczny Kanta. Czy chciałbyś żeby powszechnym prawem było wrzeszczenie na dzieci, kiedy zgodnie ze swoja naturą, bywają nieco upierdliwe. Zgodnie z zaleceniem Kanta, pani powinna przemyśleć swoje postępowanie i wdrożyć takie rozwiązanie, które uważałaby za korzystne w danej sytuacji dla każdego, włączając w to oczywiście siebie. Zasada Kanta bowiem, może być rozumiana jako każdorazowe ćwiczenie dotyczące tego, czy ja sam chciałbym być w sytuacji, którą właśnie tworzę. Ten sposób myślenia wyraża de facto również stare, polskie przysłowie: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe.

Słabością maksymy Kanta jest to, że opiera się na przekonaniu, że człowiek nie chce dla innych i dla siebie niczego złego. Słowem – jednostka ludzka jest, w rozumie swym, życzliwa innym i sobie. Jednak Russel wskazuje w swoich klasycznych „Dziejach filozofii zachodu” przykład samobójcy, który uważa, że świat jest tak fatalnym miejscem, że nie warto żyć. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby samobójca wierzył, że jest to rozwiązanie, które powinno stać się prawem powszechnym i tym samym zakończył życie ludzkie, na tej, skądinąd ,wciąż pięknej planecie. To właśnie stoi u podstaw tzw. rozszerzonych samobójstw. Ten typ samobójcy ratuje swoje ofiary przed nieszczęściem, jakim z jego punktu widzenia jest życie. Imperatyw kategoryczny jest jednak jak najbardziej do ocalenia, o ile przyjmiemy, że stosowany jest bardziej jako manewr teoretyczny, uwzględniający najlepsze rozwiązanie dla wszystkich osób znajdujących się w danej sytuacji, nie tylko subiektywnie, dla danej jednostki dokonującej wyboru. W przykładzie z panią z dzieckiem należy wziąć zatem pod uwagę, jak wyglądałby nasz świat, gdyby wszyscy rodzice w ten sposób odnosili się do dzieci, gdy tracą cierpliwość – zapewne doprowadziłoby to niekorzystnych skutków rozwojowych dla całej populacji i musiałoby skończyć się nieszczęściem. Rozumne zatem wydaje się takie działanie, które najlepiej przyczyni się do dobrostanu wszystkich.

Teoretycznie zasada Kanta jest elegancka w swojej prostocie i prosta w stosowaniu. Mam jednak wrażenie, że Kant tak bardzo wierzył w rozum, że nie uwzględniał faktu, iż wiele działań jednostek jest irracjonalnych. Jego metoda zakłada proces myślenia, który jest z gruntu racjonalny i nie uwzględnia od niego odchyleń. Doświadczenie pokazuje jednak inne scenariusze. Zdaniem Kanta prawo moralne, oparte na rozumie, domaga się sprawiedliwości, czyli szczęśliwości proporcjonalnej do cnoty. Szczęśliwość proporcjonalna do cnoty to nic innego , jak towarzyszące ludziom oczekiwanie tego, że za dobre postępowanie należy się nagroda, a zło zostanie ukarane. Wystarczy pobieżne spojrzenie na rzeczywistość, w której żyjemy, żeby zauważyć, że te oczekiwanie nie zostaje spełnione. Kant uznaje zatem, że Bóg musi istnieć, aby zapewnić jego realizację. Podobnie wolność istnieć musi, bo jest warunkiem cnoty – trudno przecież przypisać komuś dobry uczynek jeżeli nie wybrał sam takiego sposobu działania. Głęboki humanizm Kanta każe mu wierzyć, że Bóg, wolność i nieśmiertelność to idee, które powinno się uznawać, bo mają one wymiar praktyczny – w pewien sposób warunkując moralność. Jednocześnie podkreślał, że czyn moralny powinien być dokonywany ze względu na jego immanentne dobro, a nie w trosce o nagrodę. Rozum mówi nam jak mamy działać i powinniśmy nim się kierować, bo to właśnie jest słuszne. Rozum, zgodnie z doktryną Kanta, musi także potępiać wojnę. Wydawałoby się, że nikt rozumny nie chce przecież masowej rzezi.

Naprawdę chciałabym żeby ludzie w swej masie myśleli w taki sposób. Cenne byłoby choćby wdrożenie zasady, która każe zastanawiać się nad konsekwencjami swoich czynów, zanim się ich dokona. Niestety, ludzie opierają swoje wybory w równie dużym, jak nie większym stopniu, na impulsach. A myślenie – czy na pewno jest w cenie? Pamiętam z dzieciństwa, w moim rodzinnym mieście, na jednym ze sklepów Społem namalowany był napis: „Myślcie, to nie boli.”. Wtedy do mnie przemawiał. Z czasem jednak przyszło mi stwierdzić, że nie jest to twierdzenie prawdziwe. Myślenie boli. Myślenie to proces wymagający. Zapewne dlatego maksyma Kanta nie jest wcale taka łatwa do wdrożenia.

 

 


Zobacz więcej o: psychologia


(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.