My meteopaci

Kiedyś wydawało mi się, że rozmowy o pogodzie są mało znaczącymi dialogami, które uprawia się, żeby zagłuszyć pustkę w pomieszczeniu, w którym zbiera się pewna grupa ludzi. Temat pogody pojawia się wtedy samoczynnie, ponieważ każdy ma coś do powiedzenia w tym zakresie i może swobodnie zabrać głos. Zapewne w pewnym stopniu pełni taką funkcję wypełniacza. Jako osoba lekko przeintelektualizowana lubiłam myśleć o sobie, że mnie takie tam small talks nie interesują, nie odnajduję się w nich itp. Z czasem jednak zauważyłam, że moje zainteresowanie rozmowami o pogodzie wzrasta. Wzrasta razem z zainteresowaniem samą pogodą. Odkryłam, że duża ilość programów i kanałów dotyczących pogody nie jest przypadkiem. Im bardziej okazywało się, że kwestia ta ma dla mnie znaczenie, tym łatwiej było mi prowadzić rozmowy na ten temat. Zauważyłam, że nie są to rozmowy o niczym jak mi się wcześniej wydawało. Wręcz przeciwnie, wymieniamy w nich relacje z naszych doznań dotyczących de facto podstawowych dla nas faktów, opisujących otoczenie, w którym przebywamy. Dialog w windzie typu:

– Ale dzisiaj zimno.
– Tak, zaczęło podać i jest zimny wiatr. Coś okropnego.

Łączy nas bardziej niż można by przypuszczać przyglądając się tylko warstwie słownej tego dialogu. Oddaje wspólną sytuację ludzi, którzy schronili się w jednej przestrzeni przed zjawiskami pogodowymi. A są to zjawiska bardzo istotne. Z wiekiem, przynajmniej w moim przypadku, wrażliwość na zmiany atmosferyczne zaczęła wzrastać. Obecnie zaliczam się do wcale licznej grupy meteopatów, którzy od pogody są uzależnieni w stopniu znaczącym. Czasami rodzi mi się w głowie postulat, że z powodu pogody, która czasami wpływa bardzo negatywne na dobrostan organizmu, powinniśmy mieć możliwość ucieczki na zwolnienie lekarskie. Trudno bowiem funkcjonuje się z ociężałą głową, na której grubym dupskiem siedzi niskie ciśnienie, a ty czujesz jakbyś nosił tony ciężkich chmur. Na razie jednak to mrzonki i jedyne co pozostaje to możliwość ponarzekania sobie w windzie na stany atmosferyczne z bliźnimi. Chociaż, jak wyczytałam w Wielkiej Brytanii, tak silnie kojarzonej z konwersacjami o pogodzie, wpływ pogody na organizm traktuje się bardzo poważnie. Jest serwis tworzony przez lekarzy i meteorologów, który umożliwia np. określenie dni, w których pogoda może zwiększyć ilość zawałów. To ułatwia lepsze przygotowanie służbom medycznym.

Ilość osób odczuwających negatywny wpływ pogody na organizm rośnie wraz z rozwojem cywilizacji. Wydaje się, że o meteopatii można mówić jako o kolejnej chorobie cywilizacyjnej. Paradoksalnie, zdobycze cywilizacji ułatwiające nam życie takie jak centralne ogrzewanie i klimatyzacja, osłabiają zdolności przystosowawcze organizmu. Jęczenie jednak z tego powodu włożyłabym już jednak do katalogu problemów pierwszego świata. Oczywiście wolę ból głowy z powodu niskiego ciśnienia niż mieszkanie w lokalu, w którym jest 5°C, ponieważ nie ma w nim centralnego ogrzewania. Wpływ pogody jest jednak niezaprzeczalny. Wydaje mi się, że łatwiej go znosić gdy zdajemy sobie sprawę z genezy naszych stanów. Jeżeli wiem, że to niskie ciśnienie tak na mnie działa, że jestem senna i marudna, to łatwiej jest mi być mniej drażliwą z tego powodu.

Nieprzypadkowo jest tak duża ilość przysłów dotyczących pogody: „kwiecień plecień bo przeplata…”, „w marcu jak w garncu”, „bój się w lutym wiosny bo marzec zazdrosny”, czy brutalne: „w marcu to po starcu”. To ostatnie z właściwą ludowym mądrościom bezpośredniością, oddaje cały urok tego wspaniałego miesiąca jakim jest marzec i jego wpływu na ludzki organizm. Nic chyba nie wlecze się tak bardzo jak luty i zimny marzec, może tylko wizyta u dentysty.

Meteopatia świetnie też komponuje się z innymi chorobami cywilizacyjnymi. Na przykład astma, również uznawana za chorobę cywilizacyjną, zwiększa swoją aktywność wraz z ciepłym frontem atmosferycznym. W moim prywatnym przypadku jest to doskonale widoczne ☹ – właśnie piszę to ze zwolnienia, bo wspaniale mi się uaktywniła przy przeziębieniu i czwarty dzień wypluwam sobie płuca. Również inne schorzenia przewlekłe – niskie ciśnienie czy reumatyzm nasilają się także pod wpływem czynników pogodowych.

Od dawna znany jest negatywny wpływ wiatru halnego na samopoczucie. Na Podhalu jest wciąż większy odsetek samobójstw niż w innych regionach Polski. Dodatkowo, jak słyszałam niedawno w wiadomościach czy innych faktach, zjawisko pogłębiane jest przez góralską tendencję do radzenia sobie z problemami samemu.

Badania wskazują, że ludzie, którzy rozmawiają o swoich problemach są szczęśliwsi, niż ci którzy tłumią je w sobie. W tym kontekście proponuję inaczej spojrzeć również na rozmowy o pogodzie. Są one bowiem w istocie głębsze i bardziej znaczące niż to co się na pozór wydaje. Może instynktownie wiemy, że będzie nam trochę lżej jeśli pomarudzimy w windzie z współbraćmi o tym jaka to jesień i leje i leje, panie, trzeci dzień. Zatem porozmawiajmy o pogodzie.


Zobacz więcej o: społeczeństwo, zdrowie


(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.