O powstawaniu, wpływie i radzeniu sobie z lękiem

Przyznaję, że tekst ten wypączkował za sprawą „Avengers. Czas Ultrona”, które widziałam w tym tygodniu. Jednym z kluczowych wątków filmu jest powstawanie lęku w psychice (ludzkiej, boskiej, hulkowskiej bez różnicy) i kwestia jego wpływu na losy bohaterów, a nawet, w tym konkretnym przypadku – świata. Temat jest ważny, bo nawet jeżeli wydaje ci się, że jesteś niewiadomo jakim twardzielem to

Każdy się czegoś boi

Lęki bywają różne, kwadratowe i podłużne – psychiatria zna naprawdę bardzo dziwne fobie na przykład ailurofobia – lęk przed kotami, apeirofobia – przed nieskończonością (serio! jakim cudem, przecież to abstrakcja), heksakosjoiheksekontaheksafobia – przed liczbą 666 (to już wydaje mi się bardziej do pojęcia), pediofobia – przed lalkami („Laleczka Chucky” zdaje się, bazowała na tym zjawisku).chucky doll

Oczywiście fobia to już jest drastyczna postać lęku. Normalnie stany lękowe, towarzyszące ludziom mają łagodniejszy przebieg. Warto też odróżnić:

Strach i lęk

Strach wynika z realnego zagrożenia, z którym człowiek zostaje skonfrontowany – na przykład na ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie pojawia się tyranozaur i cały organizm, w obliczu tyranozaura mówi nam, że należy spieprzać gdzie pieprz rośnie. Jako taki strach jest przydatny, bo powoduje, że w sytuacjach zagrożenia zabieramy nasze cztery litery, skutkiem czego chronimy je przed nieprzyjemnymi konsekwencjami. Lęk natomiast to podstępna szuja ponieważ jest on irracjonalny. Lęk nie dotyczy żadnego tu i teraz, jest naszą imaginacją w temacie co może się zdarzyć strasznego. W dodatku jest to wyobrażenie przyszłości malowane czarnymi barwami, czasami bardzo czarnymi. Jako taki lek ma charakter destrukcyjny bo pozbawia energii potrzebnej na działania podejmowane teraz, przenosząc ją w przyszłość, która jeszcze się nie zdarzyła. To nią zajmujemy się bowiem bardziej niż teraźniejszością, z której ta przyszłość może wynikać.

Jak umysł tworzy sobie lęk

Umysł generuje lęk tak samo jak i inne dręczące go potwory – nowotwory myśli, które potem na nim żerują, czyli – na początku było słowo albo inaczej pierwsza myśl. Pierwsza myśl to obraz zawierający negatywną wizję przyszłości. Może on być oczywiście zakorzeniony w otaczającej rzeczywistości i stanowić potencjalny scenariusz rozwoju wypadków. Jednak trzeba pamiętać, że ten scenariusz utrzymany jest w negatywie. Gdy lęk zaczyna pochłaniać umysł, umysł zapomina o innych scenariuszach, tych pozytywnych, które są równie mocno uprawomocnione. Ta pierwsza myśl jest jedynie zalążkiem, który może się rozwinąć lub nie. W dużym stopniu to czy pójdziemy za swoim lękiem zależy od nas. Jeżeli zaczniemy mu się przypatrywać i zastanawiać nad nim – lęk zaczyna rosnąć i obejmować coraz większą przestrzeń psychiki. Niestety wtedy zaczyna determinować nasze działania – właśnie taki scenariusz mamy w Avengers. Po to by uchronić się przed negatywnym biegiem wydarzeń zaczynamy działać w celu zapobieżenia takiej sytuacji. Niestety nasze działania zainfekowane są już strachem, czyli to de facto nie my działamy, lecz właśnie nasz lęk, co powoduje, że akcje często nie są adekwatne do sytuacji. Tym sposobem, zdarza się, że często sami realizujemy swój lęk. Działając pod wpływem lęku popełniamy błędy i wypełniamy krok po kroku czarny scenariusz, którego tak bardzo się baliśmy. Dlatego z lękiem trzeba uważać. Wiem to z autopsji, ale dlatego też, że wiem to z autopsji, to udało mi się mniej więcej wypracować metodę radzenia sobie ze ścierwem (lękiem znaczy) – to jest:

Trzeba lęk złapać

jak szczura czy jakąś inną szkaradę. Potem wyciągnąć z ciemności (tam co ciemne najlepiej rośnie) i wyjąć na światło dzienne albo inaczej uświadomić sobie, że on jest i wygląda tak i tak. Należy obejrzeć lęk w celach diagnostycznych, ale broń Boże nie należy wnikać dalej, rozkminiać i dzielić włos na czworo, bo wtedy zaczyna sukinkot rosnąć. Im więcej poświęcisz mu uwagi tym więcej energii dasz mu do życia, a stąd już prosta droga do tego żeby lęk zaczął zagarniać i oplatać swoimi mackami. Zatem lęk trzeba zobaczyć, obejrzeć i zostawić w spokoju i nie zajmować się nim.

Zobaczenie swojego lęku jest równie przyjemne jak zgrzytanie drutem po szkle. Jednak mechanizm jest taki, że jak nie zobaczysz swojego lęku – to go nie złapiesz, jak go nie złapiesz to będzie rósł w ciemności i zdobywał coraz więcej psychicznego terytorium i wysysał od zaplecza. Chyba najgorszy jest stan, w którym nie wiesz nawet dokładnie czego się boisz, ale się boisz i nie potrafisz nic z tym zrobić.

Statystyka

Statystyka dotycząca stanów lękowych jest porażająca bowiem okazuje się, że panoszą się one na potęgę. W Polsce 20 – 25% ludzi cierpi na zaburzenia lękowe. To znaczy, że niemalże dla ¼ Polaków uporczywy lęk jest stałym elementem ich życia, a nie stanem doświadczanym od czasu do czasu. Oczywiście moja prywatna metoda łapania lęku nie będzie w takich przypadkach wielką pomocą. Pomoc w takich wypadkach musi mieć już znacznie bardziej złożony charakter i wymaga podjęcia systematycznych działań, na przykład terapii. Trzeba pamiętać jednak, że zaburzenia lękowe nie pojawiają się od razu, w swej pełnej, rozrośniętej postaci i lepiej jest zapobiegać niż leczyć więc:

Warto pilnować swoich lęków żeby nas nie zjadły

Rozwinięte zaburzenia lękowe to koszmar rozlicznych objawów psychosomatycznych takich jak drżenie rąk, napady gorąca lub duszności, nawracające problemy żołądkowe i generalnie delikatnie rzecz ujmując – nie najlepsze samopoczucie. Niestety lęki rosną i zaczyna mówić się o nich w kontekście chorób cywilizacyjnych.

Jednak nie ma co wpadać w popłoch z powodu smutnych statystyk. Niedaleko mojego miejsca zamieszkania, na skrzyżowaniu dróg, jest kościół, na ścianie którego wisi ogromny plakat z papieżem, który mówi: „Nie lękajcie się” – jakoś daje mi nadzieję, że to jest jednak możliwe. A nadzieja jako przeciwieństwo rozpaczy to też ważna rzecz. Zatem staram się mieć nadzieję, że jednak będzie dobrze.


Zobacz więcej o: emocje, psychologia, rozwój


(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.