„Podróże z Charleyem” Johna Steinbecka czyli ciepła lektura na jesień

John Steinbeck – jeden z największych pisarzy stanów Zjednoczonych, laureat literackiej nagrody Nobla w 1962 r., niewątpliwie napisał wiele dzieł większego formatu niż „Podróże z Charleyem”, jednak chciałabym zwrócić uwagę właśnie na tą pozycję. To zabawna, ciepła i zarazem mądra książka, która może być wspaniałym towarzyszem coraz dłuższych jesiennych wieczorów.

Mam ogromny sentyment do „Podróży z Charleyem” ponieważ to właśnie ta książka, przez przypadek znaleziona w bibliotece jeszcze w czasach szkolnych, otworzyła mi oczy na obszar kulturowy jakim jest Ameryka Północna. Na płaszczyźnie kultury USA jest miejscem niedocenianym. Patrzymy na ten kraj przez pryzmat seryjnej produkcji typu McDonald, tymczasem to tam narodził się jazz, blues, filmowa fabryka snów, Hemingway, Twain, Steinbeck, Doctorow, McCarthy, żeby wymienić niektóre tylko zjawiska. „Podróże z Charleyem” pozwalają przyjrzeć się bliżej krajobrazom i mieszkańcom tego wielkiego kraju. Jednak nie tylko z tego powodu warto sięgnąć po tę książkę – ponadto daje ona możliwość poznania i obcowania z Johnem Steinbeckim – nie Steinbeckiem – wielkim pisarzem, lecz starszym już, doświadczonym mężczyzną, który okazuje się być sympatycznym, ciepłym człowiekiem.

„Podróże z Charleyem” to relacja z wyprawy Johna Steinbecka kamperem ze wschodu na zachód Stanów Zjednoczonych i z powrotem. W podróży towarzyszy mu lekko podstarzały, czarny pudel francuski, sporych rozmiarów – tytułowy Charley . Steinbeck opowiada o spotkanych ludziach, widzianych miejscach, lecz także komentuje to, co widzi i dzieli się przemyśleniami dotyczącymi wielu istotnych spraw. Jak pisze:

Stwierdzam to, nie żeby pouczać innych, ale żeby poinformować samego siebie

Mówi nam o przemijaniu i o pragnieniu posiadania korzeni, a także o zmianach kulturowych w tym zakresie. O tym, że większość ludzi, których spotkał marzyła żeby ruszyć w drogę, że nie było wielu zadowolonych z tego, gdzie są. Rozważa ludzką samotność i kondycję współczesnych małżeństw. Obserwuje zależność odporności organizmu od stanu ducha. Rozmawia ze swoim psem i przedstawia nam meandry jego osobowości. „Podróże z Charleyem” zawierają przenikliwe, celne obserwacje dotyczące ludzkiej natury. Książka, mimo że odnosi się do realiów Stanów Zjednoczonych w latach 60 – tych ubiegłego wieku, nie traci aktualności i wciąż znakomicie się czyta.

Dzięki tym opowieściom możemy też zobaczyć samego Johna Steinbecka, który ma spory dystans do siebie, zdolność patrzenia na świat z przymrużeniem oka i traktowania ludzi i zjawisk ze zrozumieniem i wyrozumiałością. Trudno nie lubić narratora, kiedy zachwyca się rozmową z przypadkowym poznanym aktorem, sącząc w swoim kamperze, kupiony specjalnie z myślą o takich okazjach alkohol.

„Podróże z Charleyem” napisane są lekko, świetnym językiem, który świadczy o najwyższym kunszcie autora. Zdarzało mi się czytać te same zdanie po wielokroć, żeby delektować się pięknem jego formy. Czytanie literatury tego rodzaju jest jak smakowanie bardzo dobrze przyrządzonego dania, które zachwyca smakiem. Stanowi niemalże zmysłową przyjemność obcowania ze słowem w jego najlepszym wydaniu. To cudowna książka i można ją podsumować cytując fragment z „Jeziora nurów” innego, dobrego, amerykańskiego pisarza – E.L. Doctorowa:

Znakomite towarzystwo. Wspaniałe psy.


Zobacz więcej o: książki, recenzje, USA


(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.