Pościgi w filmach albo zabili go i nie uciekł

Od jakiegoś czasu już zastanawiam się nad wpływem scen pościgów w filmach akcji na rzeczywiste zachowania kierowców. Jedną z najczęstszych przyczyn wypadków w PL jest brawura. Widać to gołym okiem. Każdy z nas chyba spotkał na swojej drodze mistrza kierownicy, który wyprzedza na podwójnej ciągłej 160 km/h albo jedzie kawałek drogi pod prąd bo tak mu się śpieszy. Wszyscy wierzą, że ich nadzwyczajne umiejętności uchronią ich przed wypadkiem albo wypadek to coś co nie zdarza się mnie i tym podobne.

Rzeczywiście można uwierzyć w takie dyrdymały kiedy ogląda się sceny pościgów w filmach akcji. Auta fruwają środkiem miasta z zawrotną szybkością, wymijają przeszkody, rozwalają się po drodze, ale wszyscy wychodzą z tego bez szwanku. Normalnie, szalej dalej, piekła nie ma. Dlatego zaskoczyło mnie nowatorskie ujęcie tematu, w nie za dobrym filmie pt. „6 underground”. W tym oto wątpliwej jakości dziele (jestem rozczarowana bo to Michael Bay i spodziewałam się jednak lepszego poziomu), podczas pościgu, pierwszy raz na oczy, widziałam jak królowie kina akcji po drodze rozjeżdżają osoby postronne. Żeby nie było wątpliwości – oczywiście uciekają z miejsca wypadku bez udzielenia ofierze pomocy. Rozwalają tak chyba z trzech cywili. Byłam początkowo oburzona tymi scenami, ale tak naprawdę, może właśnie takie ujęcie tematu ma wartość – jest realistyczne. Może nawet przemówi komuś do czaszki. Podczas takich pościgów jakie oferują nam „Szybcy i wściekli”, czy inne filmy korzystające z atrakcyjnego motywu samochodów wyścigowych, muszą zdarzać się wypadki o skutkach śmiertelnych. Dobrze więc, że Bay dał nam możliwość zobaczenia prawdziwych konsekwencji takich rajdów. Nie ma bowiem możliwości żeby jadąc przez centrum miasta z ogromną szybkością, nawet będąc samym Torreto, nie uszkodzić Bogu ducha winnych pieszych. Nie ma i już. Życie to nie jest film jak śpiewał klasyk.

Jednak coraz częściej kierowcy zachowują się właśnie tak jakby życie było filmem. Przecież auta mają filmowe szybkie i kolorowe. Zastanawiam się na ile rzeczywistość miesza nam się ze światem wirtualnym. Mam wrażenie, że coraz większe jest przenikanie między nimi. Poza tym kiedy przeskakuje się z kanału na kanał tv można zauważyć, że większość programów epatuje przemocą. Wybuchy, pościgi, wojny, zbrodnie. Tym się karmimy. Albo to odzwierciedla jacy jesteśmy. Albo jedno i drugie. Wzajemnie nakręcająca się spirala. Oczywiście przemoc istniała od zawsze, długo zanim wynaleziono tv. I nigdy nie była całkiem realna. Nie jest realna dopóki nie dotyczy ciebie indywidualnie. Dopiero wtedy okazuje się, że jadąc 130 km/h w terenie zabudowanym swoją super podrasowaną furą, możesz kogoś zabić na przejściu dla pieszych. I to nie jest film, a ty nie jesteś jednostką specjalną zbawiającą świat, tylko idziesz do więzienia na długie lata. I warto o tym pamiętać.


Zobacz więcej o: recenzje


(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.