Science fiction w dżungli psychiki

Jednym z najbardziej rozwiniętych motywów SF jest kontakt z obcymi. Motyw ten prezentowany jest w różnych wersjach: ataku kosmitów na planetę ziemia lub odwiedzin miłych kolegów kosmitów, przejęcia ludzkich ciał przez pasożytujących na nich obcych; są też wyprawy w kosmos, gdzie człowiek spotyka coś zupełnie obcego. Według mnie najbardziej obcy jest ten rodzaj obcego, który zaczyna mieszać człowiekowi w głowie. Kontakt odbywa się bezpośrednio w sferze ludzkiej psychiki.

„Solaris” czyli klasyka

Moim zdaniem nie powstała jeszcze książka (albo nie znam takiej), która lepiej ujmowałaby temat oddziaływania obcego na ludzką psychikę niż „Solaris”. Stanisław Lem jest w ogóle mistrzem tworzenia obcego, nie jako kopii ludzkiej jednostki, lecz właśnie jako tworu zupełnie odmiennego od nas. Zazwyczaj ta odmienność u Lema skutkuje wnioskiem, że kontakt jest niemożliwy z powodu zbyt dużych różnic. Nie jest możliwe stworzenie płaszczyzny porozumienia. Podobnie rzecz ma się z „Solaris”.

Obraz oceanu na planecie Solaris jako istoty żywej odbiega znacząco od naszych wyobrażeń o żyjących organizmach. Jest to organizm nie tylko gigantyczny, ale też prawdopodobnie inteligentny, zdolny wpływać na ruch planety, którą zajmuje. Lata badań i prób kontaktu podejmowanych przez człowieka nie dają efektów. Zagadka oceanu pozostaje niewyjaśniona. Tworzy on dziwne formacje, bardziej lub mniej trwałe przejawy swojej egzystencji lecz dla przybyszy pozostaje nieodgadniony. Dopiero seria naświetlań twardym promieniowaniem rentgenowskim doprowadza do zmiany. Na stacji badawczej pojawiają się goście. Są to stworzone, zapewne przez ocean, fantomy będące reprezentacją najbardziej znaczących wspomnień, czy przeżyć badaczy. Bardzo często w przypadku człowieka przeżycia pozostawiające w psychice najwyraźniejszy ślad, mają charakter traumy i są drastyczne. Nic więc dziwnego, że okazuje się, iż goście nie są mile widziani przez swoich gospodarzy. Mieszkańcy stacji próbują ukrywać fantomy jeden przed drugim. Dowódca popełnia samobójstwo. Wszyscy starają pozbyć się swoich dziwnych towarzyszy, okazuje się jednak, że jest to ekstremalnie trudne, właściwie niemożliwe. Twory powracają bezlitośnie prawdziwe. Są też uzależnione od swojego człowieka, niezwykle silnie z nim związane. Tak silnie jak struktury wspomnień na bazie, których powstały.

Próba kontaktu i przejawienia się przez ocean w ludzkim środowisku staje się torturą dla ludzi, których dotyczy. Do końca nie wiadomo jakie są intencje oceanu, czy podejmuje on próby zrozumienia obcej sobie formy życia, czy czyni ją przedmiotem eksperymentu, podobnie jak ludzie wcześniej uczynili jego; czy jest rodzaj zabawy w kreację. Kreacja jest podstawową zaobserwowaną działalnością oceanu więc forma kontaktu, którą wybiera reprezentuje jego samego. To właśnie robi ocean – tworzy. Jego komunikaty zatem przybierają postać konkretnych tworów.

„Solaris” nie dość, że zawiera jeden z najbardziej sugestywnych i oryginalnych opisów obcej istoty, to stanowi również znakomity obraz ludzkiej psychiki. W „Solaris” widzimy siebie jak na dłoni. Niemalże każdy człowiek doświadczył w życiu bólu i każdy z nas nosi ciężar winy na swoich barkach. Nikt na pewno nie chciałby żeby te doświadczenia ucieleśniły się i chodziły za nim po pokojach. Realne, materialne i przerażające. Obnażają nasze słabości i pokazują kim jesteśmy w tych tragicznych wymiarach błędów i zagubienia.

Wymyślony przez Stanisława Lema schemat kontaktu inspirował inne historie SF.

„Kula” (1998 r. reż. Barry Levinson) i „ Event horiozon” (1997 r. reż. Paul W.S. Anderson) 

Znam dwa filmy, których scenariusze naznaczone są śladami Stanisława Lema – „Kula” i „Event Horizon”. W obu przypadkach ekipa badawcza wysłana w celu sprawdzenia what the fuck is going on spotyka się z nieznanym, obcym czymś. W przypadku „Kuli” rzecz dzieje się w głębinach oceanu, a w „Event Horizon” w głębinach kosmosu. W wydawałoby się opuszczonych statkach żyje jakaś forma egzystencji. Nigdy nie widzimy jej twarzy, nie ma określonego kształtu, komunikuje się poprzez jakieś emanacje. Dokładnie jak ocean w „Solaris” Lema. Próby kontaktu ze strony tej istoty oddziałują silnie na ludzką psychikę. Powtarza się też motyw fantomów, które obca inteligencja jest w stanie wytworzyć w formie obiektów materialnych, cielesnych, które potrafią wejść w interakcje. Różnica miedzy tymi filmami, a pomysłem Lema jest taka, że działania filmowych „obcych” trudno zakwalifikować inaczej niż jako wrogie. U Lema problem postawiony jest bardziej subtelnie i nie jest jasne do samego końca czy ocean był nieprzychylnie nastawiony czy po prostu tak mu wychodziło, bo nie rozumiał charakteru form psychicznych tkwiących w ludzkim umyśle, do których się odwoływał tworząc swoje materialne projekcje.

W każdym jednak wariancie realizacji tego pomysłu, człowiek okazuje się być dla siebie największym zagrożeniem poddając się działaniu kreowanych przez „to obce” tworów. W „Event Horizon” jedna z astronautek mówi: „W tych okolicznościach samoopanowanie jest zaletą”. Wygranymi są ci, którzy potrafią zachować kontrolę i nie idą za poddawanymi im obrazami na ślepo. Jest to bardzo trudne, ale ostatecznie okazuje się możliwe. To de facto bardzo praktyczna, życiowa wskazówka. Na przykład gdy człowiek zaczyna się topić jego ciało automatycznie reaguje paniką, kurczą się mięśnie, lęk dosłownie paraliżuje. Przeżycie możliwe jest tylko wtedy kiedy zdoła opanować tę reakcję. Taki wzorzec zachowania okazuje się być przydatny w wielu sytuacjach.

„Szerzej niż imperia i wolniej” Urszuli K. le Guin i „Kobziarz wśród drzew” Philipa K. Dicka

Ciekawą wersją pomysłu kontaktu z obcym poprzez oddziaływania psychiczne są opowiadania „Szerzej niż imperia i wolniej” i „Kobziarz wśród drzew”. W obu przypadkach obcą formą życia jest ekosystem leśny. W opowiadaniu Urszuli K. Le Guin to puszcza okrywająca swoim płaszczem całą planetę. Ludzcy eksploratorzy nie znajdują tam organizmów zwierzęcych:

Nikt tu nikogo nie pożerał. Wszelkie formy życia korzystały z fotosyntezy lub resztek organicznych, żywiąc się światłem lub śmiercią, nigdy życiem.

W „Szerzej niż imperia i wolniej” las również oddziałuje na ludzką psychikę. Wzmacnia neurotyczne stany ludzi, którzy przebywają w jego obrębie. Nawet zwyczajny, ziemski las nocą budzi dziwny rodzaj grozy. Puszcza na innej planecie okazuje się nie tylko niepokoić, ale też czuć strach. Każda istota czująca może zrobić wiele, z powodu strachu…

Wersja lasu jako ekosystemu czującego i w pewien sposób łączącego wszystkie zamieszkujące go organizmy, przedstawiona w opowiadaniu Philipa K. Dicka jest inna. Tutaj łączność pomiędzy żyjącymi ma wymiar pozytywny. Egzystencja roślinna jest łagodna i kojąca. Ludzie pod wpływem lasu przejmują jej charakter.

No więc, kapralu Westerburg – zagaił ostrożnie doktor Harris – Dlaczego utrzymuje pan, że jest rośliną?

Ma to ciekawe i zabawne konsekwencje dla kolonii, w której żyją. Egzystencja roślinna nie jest przesadnie zainteresowana pracą, ona żyje przecież słońcem.

W większości filmów i książek SF kosmici przybierają postać zbliżoną do ludzkiej lub przynajmniej zwierzęco-podobnej (nader często ośmiornico-podobnej, nie wiedzieć czemu). Może być to jednak przecież postać zupełnie inna. Forma tak odmienna od naszej, że nawet nie bylibyśmy w stanie jej rozpoznać. Może już tutaj są, zespoleni na przykład z materią stołu, z którego spożywamy obiad albo z solniczką. Witaj inteligentna solniczko, jak minęła podróż?



(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.