„Terminator – geneza” – stary, ale wciąż przydatny

W tym sezonie kinowym byliśmy w kinie właściwie na każdej superprodukcji kina akcji i ku mojemu zdumieniu ze wszystkich tych filmów „Terminator” przypadł mi najbardziej do gustu. Nie dlatego, że jest to jakieś spektakularne kino i łeb urywa. Mam świadomość, że teoretycznie taki „Mad Max. Na drodze gniewu” jest filmem, który należałoby uznać za lepszy. Jednak „Terminator” jest w mojej ocenie filmem, który nazwałabym ujmującym. Dlaczego?

Słyszałam już gdzieś tą piosenkę

Kolejna odsłona „Terminatora” to de facto złożenie w całość dwóch pierwszych części. Ostatnio, mam wrażenie, takie pachtwarki, zyskują coraz większą popularność. Recepta jest prosta – bierzemy filmy, które dobrze się sprzedały i wykorzystujemy najbardziej chwytliwe elementy. Twórcy „Terminatora” celowo wprowadzają niemalże kalki kultowych scen takich jak pościg w wydaniu „T – 1000”, akcje w fabryce i tak dalej. Normalnie uznałabym to za pójście na łatwiznę. W tym wypadku jednak, po pierwsze jest to bardzo zgrabnie złożone, po drugie, cały czas mam wrażenie jakby ktoś puszczał do mnie oko na zasadzie – ja wiem, że ty wiesz, że to taka zabawa. A osobiście lubię tego rodzaju gry z widzem. Zagorzali fani mogą zgrzytać zębami z powodu ułożenia ukochanych historii zupełnie od nowa, ale ja nie mam z tym problemu. Podoba mi się lekkość z jaką zrobiony jest ten film i bardzo mały poziom zadęcia. Momentami lekko śmieszny patos wprowadzają Emilia Clarke jako Sarah Connor i Jai Courtney w roli Kyla Reesa, ale rozumiem, że mieli grać prawdziwych twardzieli i to z tego wynika. Dla mnie są w miarę ok, chociaż uwielbiam Lindę Hamilton w roli Sary Connor i na tym skończę ten temat, bo Emilia Clarke, no cóż, może po prostu jakoś mi nie pasuje. Właściwie nie za wiele by było z tego filmu, zwłaszcza jeżeli chodzi o pierwszoplanowe postaci, gdyby nie Arnold Schwarzenegger.

Powrót Schwarzeneggera

Zapewne nie tylko ja nie spodziewałam się, że Arnold Schwarzenegger powróci. Muszę przyznać, że bardzo składnie wytłumaczono nam, widzom, jak to się stało, że terminator się zestarzał. Nie zdradzę jak żeby nie spolerować. Schwarzenegger podbił moje serce zupełnie. Jest strasznie fajny w tej roli. Mam wrażenie, że wykonuje swoją pracę z ogromnym dystansem, pewnością siebie i po prostu świetnie się bawi. To duże ryzyko podjąć się zagrania tak kultowej postaci całe lata po sukcesie produkcji. Tutaj bardzo dobrze to wyszło. Schwarzenegger z jednej strony znakomicie wykorzystuje znaną sobie konwencję bawiąc się nią, a z drugiej tworzy bardzo ciepłą postać. Nie sposób go nie lubić. To zdecydowanie najmocniejsza strona tego filmu.

Stary, ale wciąż przydatny

„Stary, ale wciąż przydatny” – tak w filmie mówi o sobie terminator. Obserwuję coraz więcej zjawisk w mediach, które pokazują starszych ludzi jako osoby wciąż aktywne zawodowo, mające pasje, interesujące. Takie produkcje oswajają nas ze zmarszczkami i innymi zmianami ciała spowodowanymi przez upływ czasu. Pokazują też, że starsi ludzie są wartościowi i nie należy ich wyrzucać na „śmietnik histori”. W świecie starzejących się społeczeństw, to jest ważny komunikat. Osobiście w pełni podpisuję się pod słowami terminatora, które są w pewien sposób motywem przewodnim, czy raczej refrenem tego filmu – „stary, ale wciąż przydatny”. W ogóle jeżeli chodzi o wartości, w sposób nienachlany, „Terminator” prezentuje parę z tych, które są mi bliskie. Docenianie życiowego doświadczenia i mądrości jest jedną z nich. Drugą jest wartość stada, rodziny, czy inaczej grupy ludzi sobie bliskich, którzy dają sobie radę w tzw. życiu dzięki współpracy. To dość dziwna rodzina, składająca się z człowieka z przyszłości, dziewczyny ściganej przez roboty i robota, który jej broni. Jednak różnice między nimi są do przejścia, dzięki temu, że jednak starają się słuchać i rozumieć siebie nawzajem.

W sumie te wszystkie czynniki dają taki efekt, że film akcji jest jednocześnie bardzo ciepłym kinem, niemalże familijnym. To trochę dziwaczne połączenie, ale mi akurat się podobało, dlatego że w pewien sposób wyszłam z kina podniesiona na duchu, a jest to cenne w naszym, nie zawsze przyjaznym, świecie.



(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.