„Wiedźmin” Netflixa po pierwszych 5 odcinkach 

W końcu nastąpiła długo wyczekiwana premiera. Byłam sceptyczna bo trailery mnie nie urzekły, szczególnie te zawierające przedstawienie postaci, bo kojarzyły mi się z prezentacją w powerpoincie. I niespodzianka. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona i cieszę się, że drugi sezon jest w drodze. Zalety „Wiedźmina” wyglądają następująco:

Klimat

Jeżeli jest klimat, to można wybaczyć niedociągnięcia, które pojawiają się tu i ówdzie. W tym przypadku, przynajmniej w moim odczuciu, jest moc. Szczególnie ujawnia się w scenach związanych z magią i wszystkich o charakterze wizyjnym. Okazuje się, że Yennefer, która jest w ogóle bardzo mocną stroną tego spektaklu, najbardziej celuje w jego tworzeniu.

Wiedźmin

To jest największe z zaskoczeń. Nie byłam zachwycona wyborem Cavilla na odtwórcę głównej roli. W ogóle nie pasowała mi twarz. Nie była to dla mnie twarz Wiedźmina. Inaczej go sobie wyobrażałam i w istocie Wiedźmin z gier bardziej przypomina moje wizualizacje. Okazało się jednak, że Henry Cavill świetnie odnajduje się w tej roli i jak na razie radzi sobie znakomicie. Udaje mu się wyrazić ponury sceptycyzm Geralta i fałszywy dystans do świata. Wiedźmina nie obchodzi, ale w końcu i tak się angażuje. Biały Wilk zawsze po stronie słabszego. Robi też przecudne miny – kiedy udaje, że gniewa się na Jaskra, bardziej niż rzeczywiście się gniewa, kiedy widać, że może chętnie rzuciłby jakiś komentarz, ale się powstrzymuje, a i tak można domyśleć się jaki jest jego osąd. Jest też hmm, jak wisienka na torcie. Hmm, a zaraz potem toczy się głowa. I oczywiście sceny walki. Wiedźmin włada mieczem jak na Wiedźmina przystało. Mocnym punktem w scenach walki jest też użycie magii, nie tylko przez Geralta, ale też czarodziejów. Często zdarza się, że potyczki magiczne wyglądają sztucznie, tutaj udało się uniknąć tej pułapki i można całkowicie poddać się iluzji, że magia to naturalna część świata, w którym przebywamy. W końcu wokół potężnej magii toczy się cała ta historia. Bo przecież Ciri jest taką magią.

Yennefer 

Nie wiem czy można było wybrać lepiej. Historia Yennefer, nie książkowa, została dodana, a jest jednym z mocniejszych, jeżeli nie najmocniejszym punktem programu. Od pierwszych scen, kiedy spotykamy poniewieraną, garbatą dziewczynę, Anya Chalotra potrafi pokazać, że pokurczone ciało kryje umysł obdarzony żywą inteligencją. To jest element, na którym Yennefer buduje siebie, swoją pozycję i karierę. Każda scena, każda historia, w której pojawia się czarownica z Vangerbergu jest pyszna. Chalotra powoduje, że ten serial iskrzy, jest pasją która porywa i kobietą absolutnie zachwycającą. Całkowicie rozumiemy dlaczego to Yennefer staje się miłością życia Wiedźmina.

Muzyka

Jest oczywiste, że to muzyka w dużej mierze tworzy klimat filmu. W „Wiedźminie” podoba mi się zarówno muzyka tła, dobrze dobrana jako ilustracja scen, ale też jako oddzielny byt, interesujący sam w sobie. To na pewno będzie soundtrack, którego zamierzam słuchać niezależnie od oglądania filmu. Podobają mi się również piosenki Jaskra, a główny motyw sagi o Wiedźminie już chodzi mi po głowie, łatwo się go nuci i jest naprawdę chwytliwy. Odbieram go też jako lekko prześmiewczy. Melodyjka świetnie dobrana przez Jaskra pod reklamę sławnego Białego Wilka, łatwo wpadająca w ucho, ma oczywiście Wiedźmina sprzedać. A pasuje do jego „uroczego” charakteru i postaci jak przysłowiowa pięść do oka – myślę, że to celowy zabieg i bardzo mnie śmieszy. Jaskier zresztą sprawdził się w roli impresario co zarówno jemu – bardowi sławnego Wiedźmina, jak i samemu Wiedźminowi przyniosło tylko korzyści. Dzięki Jaskrowi Wiedźmin stał się celebrytą. Wszystkie sceny dworskie, w których objawia się w takiej roli, mają walor komiczny, bo wiemy, że z Geralta taki celebryta jak ze strzygi kapelusz.

Historia

Last but not least. Historia Geralta z Rivii, Yennefer z Vangerbergu i Ciri Lwiątka z Cintry jest jedną z najlepszych historii fantasy z jakimi ten gatunek literacki miał do czynienia. I to zawsze będzie kluczowe. Dobra historia, podobnie jak i klimat może sprawić, że można przymknąć oko na techniczne niedociągnięcia ekranizacji. Dla mnie osobiście ważniejszy jest całokształt niż szczegóły, które lekko niedomagają. Nie koncentruję się na nich. W przypadku Wiedźmina, historia jest mocna, bo jest uniwersalna i bardzo ludzka zarazem. W tle jest wielka polityka, wojny i krew, ale to jest przede wszystkim opowieść o relacjach międzyludzkich. Bohaterowie: Geralt, Yennefer, Ciri, Jaskier to dość dziwna rodzina, która próbuje się odnaleźć w czasach niepokoju, czasach pogardy. Wystarczy to dobrze opowiedzieć więc…

Gdzie jest problem?

Od początku ogłoszenia prac nad „Wiedźminem”, gdy okazało się, że serial bazować będzie na opowiadaniach nie do końca rozumiałam tą decyzję. Może dlatego, że moim zdaniem, saga jest jednak lepsza, chociaż opowiadania oczywiście też są znakomite. Saga jednak, z punktu widzenia tworzenia filmu, ma tą zaletę, że jest spójną historią, którą krok po kroku można opowiedzieć. Biorąc pod uwagę jej złożoność, można byłoby dla lepszej klarowności, opowiedzieć ją po prostu linearnie, od historii Pavetty i jej małżeństwa z Dunym Jeżem, obłożonym klątwą, przez poszukiwania Ciri, po rozwiązanie historii. Tylko obawiam się, że w tym przypadku, Netflix musiałby od razu zaplanować z sześć, co najmniej, sezonów. Dostaliśmy więc produkt oparty na opowiadaniach, w dodatku, zdecydowano się na trudny rodzaj narracji nielinearnej, w której opowieść przeskakuje między czasami. Wydaje mi się, że odbiorca, który nie zna twórczość Sapkowskiego, może mieć problem z nadążeniem za akcją i jej szybkim przeskokami między czasami Pavetty czyli genezą historii, a „współczesnymi”, czyli czasami Ciri. Zwłaszcza, że Calanthe (przy okazji – świetna od początku do końca kreacja Jodhi May) i jej mąż Eist Tuirseach nie zmieniają się na przestrzeni piętnaście lat w ogóle więc jeszcze trudniej odróżnić płaszczyzny czasowe. Mnie ten rodzaj narracji bawi bo jest ciekawie i naprawdę dobrze poskładany, ale ja czytałam sagę o Wiedźminie z trzy razy więc dobrze wiem, gdzie się akurat znajduję. Dla nie – fana takie ujęcie historii może nie być do końca czytelne Mam nadzieję, że drugi sezon bardziej zbliży się do sagi i nieco uprości narrację, a pierwszy będziemy mogli traktować jak wprowadzenie w świat i postaci. Przy tej okazji Netflix mógłby też sypnąć trochę więcej grosza bo głowa sylwana w jednym z odcinków nie była najlepszej jakości, co trochę dziwi biorąc pod uwagę fakt, że Netflix jest autorem tak znakomitej, lalkowej animacji jak „Dark Crystal”. Wybaczam im to jednak i czekam na więcej.


Zobacz więcej o: fantasy, Netflix, recenzje, seriale, Wiedźmin


(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.