5 filmów obyczajowych na sobotę

Miła koleżanka w rozmowie telefonicznej zadała mi pytanie, jaki film obyczajowy poleciłabym jej na sobotę. Tym zmotywowała mnie do napisania niniejszego tekstu. Wybrałam filmy bardzo różne i interesujące, każdy na swój specyficzny sposób. Propozycja ta stanowi również podróż przez prawie wszystkie kontynenty – Afrykę, Europę, Australię, Amerykę Północną i Azję.

W drodze

„W drodze” jest ekranizacją kultowej powieści Jacka Kerouaca pod tym samym tytułem, w reżyserii Waltera Sallesa. Film jest bardzo dobrze zrobiony. Widać, że to kawałek świetnego rzemiosła. Reklamowany był też udziałem Kristen Stuart i słusznie. Stuart udowodniła bowiem, że stać ją na znacznie więcej niż pokazała w sławnej sadze o wampirach „Zmierzch”. Autorom filmu udaje się oddać klimat książki, dzięki czemu widz otrzymuje obraz hipnotyzujący, tętniący szaleństwem młodości i intrygujący. Fabuła jest prosta – młodzi ludzie, którzy próbują wyrwać się ze schematów społecznych, droga przez bezkresne przestrzenie Ameryki, alkohol, narkotyki, kobiety, śpiew i życie na krawędzi. Okazuje się, że ta droga jednak, w ostatecznym rozrachunku, prowadzi donikąd. Piękna w hasłach ucieczka od społeczeństwa, jest też ucieczką od odpowiedzialności. Przyjaźń bez odpowiedzialności za drugiego człowieka, bez zobowiązań i życie skierowane tylko na zaspokajanie nieokiełznanego ego, okazuje się jedynie iluzją zabawy. Ciekawie opowiedziany film, z bardzo dobrą puentą, nad którą warto się zastanowić.

Wiele hałasu o nic

„Wiele hałasu o nic” to film w reżyserii Kennetha Branagh’a z 1993 r. Kenneth Branagh jest reżyserem specjalizującym się w adaptacjach sztuk Szekspira. „Wiele hałasu o nic” jest więc ekranizacją sztuki Szekspira pod tym samym tytułem. Film jest mistrzowski pod wieloma względami. Przede wszystkim od pierwszych scen kipi życiem. Jest barwną i niezwykle zmysłową eksplozją radości. Każdy obraz to uczta dla oka. Scenę, w której żołnierze Księcia Aragonii wjeżdżają na teren posiadłości, która jest głównym miejscem akcji sztuki – doceni każda kobieta. Scenę, w której mieszkanki odwiedzanego przez księcia domostwa przygotowują się na spotkanie z żołnierzami – doceni każdy mężczyzna. Całość akcji rozgrywa się na tle pięknych krajobrazów Toskani, wśród parków, winnic i malowniczych wzgórz. Czytałam kiedyś, że aktorzy podczas zdjęć do filmu bawili się wspaniale i czas spędzony na planie był dla nich sielankowy. Ten klimat jest widoczny w całym filmie. Obsada gwarantuje najwyższy poziom sztuki aktorskiej. Księcia Aragonii gra Denzel Washington, czarny charakter – Don Pedro to Keanu Reeves, odtwórcą roli Benedicka jest Kenneth Branagh, a jako Beatrice partneruje mu Emma Thompson. Michael Keaton w roli Dogberr’ego też nie ma sobie równych.To bardzo lekki i zabawny film, pomimo, że intryga stanowiąca centralną oś sztuki, jest dramatyczna. Prześmieszny wątek romansu Benedicka i Beatrice, zagorzałych przeciwników małżeństwa, obfituje w sceny, które rozbawiają do łez. Jest to film idealny do obejrzenia pod koniec lata, bo przypomina pieśń wnoszoną na cześć życia, pełni wzrostu i kwitnienia. Lato wprawdzie ma się ku końcowi, ale warto zatrzymać jeszcze trochę z jego klimatu i cieszyć się jego pięknymi obrazami.

Rzymska opowieść

Akcja „Rzymskiej opowieści” w reżyserii Bernardo Bertolucciego dzieje się głównie  w Europie, ale jest to bardziej opowieść o Afryce. O Afryce, a właściwie o skomplikowanych stosunkach Europy i Afryki. Jest to historia relacji zamkniętego w sobie pianisty (David Thewlis) i Afrykanki, która ukrywa się przed traumatycznymi wydarzeniami ze swojej przeszłości (Thandie Newton). Mieszkając w jednym domu, ci dwoje na różny sposób samotni i introwertyczni ludzie, rozpoczynają pewnego dnia komunikację pomiędzy swymi odmiennymi światami. Ich losy przez przypadek splecione ze sobą, odzwierciedlają też w pewien sposób społeczno – polityczne zawiłości między kontynentem europejskim i afrykańskim. Symboliczna, spiralna klatka schodowa obrazuje dziwną więź między nimi. Okazuje się być to relacja złożona, z jednej strony bardzo piękna, z drugiej jednak, w pięknie tym ukrywa się płaszczyzna wzajemnych zależności. Film jest skomponowany z obrazów niezwykłej urody, zanurzonych w ciepłym, złotym świetle. Bardzo ważnym elementem jest też muzyka – energiczne rytmy Afryki dobiegające z mieszkania dziewczyny i Mozart, którym brzmi przestrzeń pianisty. Warto sprawdzić jak kończy się to tajemnicze spotkanie różnych kultur.

Jeździec wielorybów

„Jeździec wielorybów” to film w reżyserii Niki Caro, który swego czasu obsypany został nagrodami, głównie publiczności – w Sundance, Toronto, San Francisco i Rotterdamie, chociaż odtwórczyni głównej roli kobiecej – Keisha Castle Hughes, była też nominowana w 1994 r. do Oskara. „Jeździec wielorybów” przenosi nas do Nowej Zelandii, gdzie mieszka wciąż stary lud Maori. Głowa tego plemienia – Koro, próbuje kontynuować stare tradycje, nie poddając się w obliczu zmieniającego się świata, w którym młodzi członkowie plemienia tracą zainteresowanie dziedzictwem przodków. Wódz czeka na nowego przewodnika, który odnowiłby świetność dawnych czasów. Los jednak przynosi mu rozczarowanie. Pokładane w synu nadzieje nie spełniają się, a wnuczka będąc kobietą, zgodnie z tradycją, nie może być duchowym przewodnikiem plemienia. Jest to film o przystosowaniu starych zwyczajów do nowych sytuacji współczesnego świata, ale też film o skomplikowanych relacjach rodzinnych, które nigdy nie są jednoznaczne. Emocje, które ukazuje ta opowieść są głębokie jak ocean, który tak naprawdę jest jednym z bohaterów tej opowieści. „Jeździec wielorybów” to film o niezwykłym klimacie i w moim przekonaniu, dobrze może sprawdzić się jako film do obejrzenia w gronie całej rodziny.

Wiosna, lato, jesień, zima …. i wiosna

Kolejny film bogato nagradzany – m.in. nagroda publiczności w San Sebastian, Golden Satellite Awards – za najlepszy film nieanglojęzyczny, nagrody w 5 kategoriach w Locarno. Wszystkie zasłużone. Film z 2003 r. w reżyserii Ki – Duk Kima jest alegorią życia. Każda z historii w nim przedstawionych, które układają się w uniwersalną opowieść o życiu jednostki, obrazuje jeden z etapów życia: dzieciństwo, młodość, wiek dojrzały, w końcu starość i znowu dzieciństwo. Historia ilustrowana jest niesamowitymi obrazami przedstawiającymi przemijanie pór roku. Film jest jedną z najpiękniejszych w warstwie wizualnej produkcji, jakie kiedykolwiek widziałam. Jest jednocześnie bardzo refleksyjny i nie sądzę, żeby odpowiadał wielbicielom wartkiej akcji. W sposób spokojny, charakterystyczny dla estetyki wschodu, opowiada o rzeczach ważnych – przemijaniu, znaczeniu grzechu, odkupieniu. Prostota ujęcia tematu i piękno obrazów, które stanowią jego ilustrację, są wartością tego filmu. Stanowi też znakomite, symboliczne ujęcie kondycji człowieka w jego życiowej podróży.



(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.