Dlaczego „The Expanse” to najlepszy serial SF ostatnich lat

Naprawdę nie mogę zrozumieć jak to możliwe, że SYFY zdecydowało się na zakończenie „The Expanse” po trzecim sezonie. To chyba jest pomyłka roku. Szczęśliwie wiemy już, że nieoceniony Jeff Bezos zdecydował się serial ocalić i kolejny sezon jest zapewniony. Dawno nie było aż tak dobrego serialu SF. Od początku byłam więcej niż zadowolona, ale muszę przyznać, że sezon trzeci okazał się jeszcze lepszy niż dwa pierwsze. Jeżeli serial nadal będzie podążał w tym kierunku, będziemy mieć do czynienia z prawdziwą ucztą dla każdego wielbiciela gatunku space opera. W międzyczasie, czekając na następną odsłonę widowiska, postanowiłam napisać pean na jego cześć, dla samej przyjemności powrotu do przeżywania tego filmu. Dlaczego zatem „The Expanse” uważam za the best i top10 w jednym:

Załoga G

Pierwszym i niezaprzeczalnie najbardziej istotnym powodem jest załoga statku „Rocinante”. Zaczynając od kapitana Jamesa Holdena, skończywszy na ostatnim nabytku –Bobby Draper, wszystkie postaci są ciekawe, barwne i nietuzinkowe. Zacznę od ulubionych:

Amos Burton

Wahałam się między nim a Millerem, jednak ostatecznie the winner is Amos. Drugi sezon spowodował, że całkowicie podbił moje serce, może dlatego, że w końcu dowiadujemy się o nim więcej. Amos pochodzi z Ziemi i jego przeszłość należy do tajemnic z rodzaju mrocznych. Możliwe, że był gangsterem, możliwe, że zabijał. Z całą pewnością wcześnie poznał okrucieństwo tego świata. Amos należy jednak do tych, których ogień wypala i zmienia w kruszec nie tylko twardy, ale też szlachetny. Przypomina średniowiecznego rycerza, który nie zawaha się przed użyciem broni, ale tylko dlatego, że walczy ze smokami. Wyraźnie widoczne jest to w jego stosunku do wybranych kobiet, ale nie tylko. Damy serca mogą liczyć na ochronę rycerza, który będzie o nie dbał i zrobi wszystko, by ocalić przed złem. Taki był jego stosunek do Naomi, a w ostatnim sezonie do pastor Anny Volovodov. Podobną opieką otaczał jednak również „Praxa” Menga – botanika, który poszukiwał zaginionej córki. Wszystkie te wybrane osoby łączy wewnętrzne dobro, które Amos uważa za godne ocalenia. Kluczem do tej postaci jest zestawienie jej w ostatnim odcinku trzeciej serii z pastor Volovodov – każde z nich robi to co powinno być zrobione – ona stara się pomóc jak największej liczbie osób, on eliminuje zagrożenie – zabija każdego, kto ma nieszczęście przybyć w roli smoka. I jest w tym dobry.

Joe Miller

Widząc Joe Millera trudno nie mieć skojarzeń z Phillipem Marlowem Chandlera. To klasyczny detektyw noir. Pies gończy śledczy, który nie porzuci raz złapanego tropu i będzie nim podążał choćby i do samych bram piekła. Jest w nim też nuta romantyzmu, która powoduje, że zakochuje się w nieznajomej dziewczynie, tylko dlatego, że uważa ją za nieuleczalną idealistkę. Świadomość tego stanu rzeczy powoduje, że nie jest w stanie uniknąć ironii, która jest jak przyprawa nadająca charakterystyczny smak. Jest to ironia inteligentna, lekko prześmiewcza i trochę smutna. Nie jest też przypadkowe, że w końcu właśnie on staje się swoistym łącznikiem między światem ludzi i innych istot rozumnych. Nawet w obliczu czegoś tak bardzo obcego jak protomolekuła, Miller nie ustaje w próbach zrozumienia, w dodatku pozostając na płaszczyźnie głębokiego humanizmu. Dlatego właśnie udaje mu się wpływać na bieg wydarzeń.

Naomi Nagata

Jest chyba najbardziej skonfliktowaną wewnętrznie osobą na pokładzie Rocinante. Z całego koleżeństwa jest też najbardziej zakorzeniona w miejscu, z którego pochodzi. Prawdziwy z niej Pasiarz. Poznała od wczesnego dzieciństwa cały ogrom trudności, który wiązał się z życiem w strefie Pasa Asteroid. Jej główną motywacją jest więc polepszenie losu ludzi dzielących z nią te doświadczenie. Spotkanie z protomolekułą redefiniuje całą rzeczywistość i to chyba właśnie Nagata jest osobą, do której dociera to najpóźniej. Wymaga to od niej również ogromnej zmiany i dokonania wyborów wykraczających poza dotychczasowe podziały, do których była przyzwyczajona. Rola załogi „Rocinante” nie mieści się bowiem w tych ramach. I Nagata musi to zrozumieć.

Alex Kamal

Oglądając pierwsze odcinki miałam wrażenie, że Alex Kamal musiał znaleźć się w składzie załogi, ponieważ trzeba było do niej włożyć Marsjanina. To postać, która wydaje się być charakterystyczna dla marsjańskiej kolonii. Żołnierz ze świetnym przeszkoleniem bojowym, w dodatku znakomity pilot. Kwintesencja marsjańskiego autochtona uformowanego przez ciężkie warunki panujące na planecie. Jednak, podobnie jak w przypadku pozostałych postaci, mamy do czynienia ze stałym rozwojem jego wątku. Stosunek Kamala do ojczyzny jest mocno skomplikowany, podobnie jak jego sytuacja rodzinna. Ostatecznie jego lojalność względem załogi okazuje się być większa niż lojalność względem Marsa. Może dlatego, że Alex Kamal ma charakterystyczny rys awanturnika, podobnie jak pozostali członkowie załogi tego quasi – pirackiego statku. Mam przeczucie, że jeszcze nie raz nas zaskoczy.

James Holden

Może dziwić, że James Holden zamyka stawkę, jednak w moim przypadku idealizm, który prezentuje, momentami wykracza poza zakres przyswajalności. Wygląda jak krystalicznie czysta dziewica, która jedyne czego pragnie to ocalić świat. Szczęśliwie nie jest to jedyny wymiar tej postaci, w przeciwnym przypadku byłaby trudna do zniesienia. Z tego co pamiętam, to właśnie on wymyślił nazwę dla statku – Rocinante, która nawiązuje do imienia wierzchowca sławnego Don Kichota, walczącego z wiatrakami – patrona wszystkich niepoprawnych romantyków. Świadczy to o autoironii Jamesa Holdena, a autoironia należy do cech rzadkich, i cennych. Ogólnie – im dalej w serial tym lepiej w przypadku kapitana Holdena. Zdecydowanie najlepsze są momenty, w których Holden znajduje wyjście z sytuacji, wydawałoby się, beznadziejnych. Miller w końcówce sezonu określa go jako świętego od takich spraw. Jest to podstawowy rys tej postaci i wydaje się, że Holden choćby chciał nie jest w stanie od tego uciec. Zobaczymy jak będzie dalej.

Muszę dodać, że równie interesujące zjawiska występują również jeżeli chodzi o galerię postaci drugoplanowych. Avaseralę trudno właściwie nazwać postacią drugoplanową, ale przyjęłam, że pierwszoplanowa jest załoga G, będę więc konsekwentna. Avaserala zachwyca inteligencją, głosem, wyglądem i pragmatycznym podejściem. Wszyscy powinniśmy cenić polityków, którzy w sytuacjach kryzysowych czynią to, co robić się powinno np. żeby zapobiec wojnie i są przy tym skuteczni. Mam nadzieję, że nie występują jedynie serialach SF. Podobnie jest z Bobby Draper – to kolejna osoba, zdolna do tego, żeby zachować się przyzwoicie bez względu na osobiste konsekwencje. Bardzo lubię tę postać więc cieszę się, że ostatecznie dołącza do ekipy „Rocinante”. Pasiarze Ashford i Drummer to chyba moja ulubiona para w tym serialu. Charyzmatycznie dowódcy o podobnych kompetencjach i sile charakteru. Tyle, że jedno z nich podejmuje lepsze decyzje. Warto oglądać „the Expanse” chociażby dla tego duetu. Ostatni sezon przynosi też więcej informacji o Julie Mao, od której wszystko się przecież zaczyna, chociaż przyznaję, że aktualnie bardziej intryguje mnie jej siostra. Wiążę spore nadzieję z tą postacią. Zresztą dotyczy to także wielu innych z barwnej galerii „The Expanse”.

Intrygi polityki 

Załoga „Rocinate” od momentu emitowania przez Jamesa Holdena informacji nt. zagłady „Canterbury” stała się elementem w grze wielkiej polityki. Informacja jest cenną wartością w każdych czasach, dlatego członkowie załogi zwykłego statku dostawczego szybko zostają uczestnikami międzyplanetarnej rozgrywki. Grają ze sobą Ziemia – kolebka ludzkości, Mars – kolonia, która wybiła się na niepodległość oraz Pas Asteroid, który stara się różnymi sposobami uczynić to samo. Mamy więc kruchy układ sił obejmujący rebeliantów walczących o niezależność, również metodami, które nazywane są terrorystycznymi; rasowych polityków z pierwszych stron gazet; dowódców kierujących wielotysięcznymi armiami i oczywiście wielkie korporacje. Jest to arcyciekawa mieszanka. Znakomicie pokazane są mechanizmy władzy, manipulacje i intrygi, które są dla tego układu jak tlen dla rośliny. Przedstawiony świat jest z jednej strony bardzo złożony, z drugiej przemyślany i dopracowany w szczegółach. Pasiarze mają nawet własną wersję języka, swoisty slang, który odróżnia ich od tzw. wewnętrznych. Każde z trzech społeczeństw zostało opisane dokładnie, poprzez wskazanie kluczowych problemów, zarys historii, wewnętrzny układ polityczny i dominujący dla każdego z nich etos. Ziemia borykająca się z problemami takimi jak przeludnienie i związane z tym rozwarstwienie społeczne, zdaje się być najbardziej dekadencka. Mars podporządkowujący całą swoją egzystencję idei terraformowania, a więc pracy dla przyszłych pokoleń, funkcjonuje jako formacja zmilitaryzowana. Pas walczący w siłami większymi od siebie o niezależność dysponuje ograniczonymi możliwościami wpływu, co rodzi bunt. Wszystko to razem tworzy tygiel znajdujący się na skraju wybuchu.

Ten obcy

I nagle na horyzoncie zdarzeń, pomiędzy podchodami trzech politycznych bytów, pojawia się ten obcy. Ogromnym wyzwaniem jest przedstawienie przybyszów z innych cywilizacji jako znacznie różniących się od nas. Mistrzem był w tym Stanisław Lem, którego wyobraźnia potrafiła wygenerować opis kontaktu z czymś absolutnie nieznanym, czego nie da się wytłumaczyć za pomocą ludzkich kategorii. Często obcy są antropomorfizowani lub podobni do wielkich głowonogów czy pajęczaków. W tym przypadku protomolekuła ewidentnie jest czymś zupełnie niepasującym do zjawisk nam znanych. To obcy z prawdziwego zdarzenia, którego zamiarów nie da się przewidzieć. Właściwie do końca nie wiemy nawet jak wygląda i czy wygląda w ogóle. Jest bytem bliżej nieokreślonym, który wchodzi w interakcję ze światem zastanym zmieniając jego kształt. Jej możliwości są praktycznie nieograniczone. Daje to ogromny potencjał fabularny. Między innymi dlatego „The Expanse” jest zaskakujący i wciąga w orbitę swojego świata dokumentnie.

Ciąg dalszy nastąpi

Koniec trzeciego sezonu zaostrzył mój apetyt na ciąg dalszy. „The Expanse” należy do takich seriali, w przypadku których tęskni się do kolejnego sezonu i na niego czeka. Mam wrażenie, że tak naprawdę akcja dopiero zaczyna się rozkręcać, a to co zobaczyliśmy do tej pory stanowiło jedynie preludium. W dodatku było to preludium wielowymiarowe, które świetnie brzmiało. Ze zniecierpliwieniem czekam na to, co będzie dalej.


Zobacz więcej o: fantastyka, fimy, recenzje, seriale


(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.