Fenomen „Baśnioboru”

Obserwując grupy zrzeszające czytelników zauważyłam, że „Baśniobór” czytają duzi i mali. Zasadniczo jest to książka skierowana do dzieci, jednak z powodzeniem znajduje czytelników również wśród dorosłych. Dlaczego? Skąd taka popularność?

Na okładce pierwszego tomu „Baśnioboru” z jednej strony widnieje napis: „Bestseller New York Times’a”, z drugiej reklama zapowiada sceny jak z „Władcy Pierścieni” J.RR. Tolkiena. Muszę rozczarować wszystkich wielbicieli prozy Tolkiena, którzy ostrzyli sobie zęby na tę serię – jest to opinia mocno przesadzona, żeby nie powiedzieć – nieprawdziwa. Nie znalazłam w tej książce ani jednej sceny, która byłaby porównywalna do „Władcy pierścieni”, ale może źle patrzyłam. „Baśniobór” to z całą pewnością nie jest arcydzieło. Jednak stał się bestsellerem, jak wiele zresztą całkiem przeciętnych książek. Według mnie powodem popularności jest to, że w sumie „Baśniobór” należy do lektur łatwych, lekkich i przyjemnych, w dodatku fantasy wciąga.

Jest to książka po prostu dobra – dobrze złożona, trzymająca napięcie, z wartką akcją i interesującymi postaciami oraz barwną galerią fantastycznych stworzeń. To wystarczy żeby stać się poczytnym przykładem literatury chętnie przyswajanej. To i reklama. Nieważne, że porównania do Tolkiena są bardzo na wyrost, jak widać działają. Seria sprzedała się jak świeże bułeczki i chwała jej za to.

Chwała dlatego również, że niewątpliwą zaletą ”Baśnioboru” jest to, że zaprasza czytelnika nie tylko w podróż pełną przygód, ale też przedstawia istotne dla ludzkiego życia wartości. Owe wartości przekazane są wprawdzie z lekka nachalnie, ale nie ma co zgłaszać nadmiernych pretensji, bo w końcu to jest lektura 9+ (chociaż, na marginesie, „Harry Potter” także jest lekturą 9+, a jednak w tym zakresie ma znacznie więcej finezji). Ważne jednak, że temat wartości w ogóle jest obecny i to w książce z założenia przygodowej. Na końcu zamieszczone zostały nawet ćwiczenia w refleksji nad tekstem, w stylu:

 

Wiele kłopotów w Baśnioborze było skutkiem decyzji podjętych przez bohaterów, którzy często nie mieli złych zamiarów. Czasem to, o czym nie wiemy, naprawdę może nas skrzywdzić. Jak sprawdziło się to w przypadku Kendry i Setha? Czy znacie podobne przypadki ze swojego najbliższego otoczenia?

Najważniejsze chyba, co obrazuje akcja „Baśnioboru”, to konsekwencje popełnianych przez małoletnich bohaterów czynów, na zasadzie – jeżeli zachowasz się niezgodnie z normą, która ma swoje uzasadnienie, na przykład została ustanowiona dla twojego bezpieczeństwa – to przytrafi ci się coś wyjątkowo nieprzyjemnego. Trochę szkoda jednak, że konsekwencje w przypadku bohaterów „Baśnioboru” bardzo szybko mijają i tak wszystko w końcu jest cacy, a dziadkowie klepią ich po główkach. Zaklęcie zostaje zdjęte, nikt nie przeżywa specjalnego dramatu chociaż w gruncie rzeczy dzieją się rzeczy straszne, ale idziemy dalej tralala, ciurliciurli i tym podobnie. W tak zwanym prawdziwym życiu niejednokrotnie wygląda to jednak trochę inaczej. Ale przecież nie ma co dzieci straszyć, że mogą kiedyś natknąć się na gorsze czarownice niż ta, która mieszka w „Baśnioborze” i istnieje ryzyko, że konsekwencje spotkania z nimi będą trwać znacznie dłużej niż parę dni.

W każdym razie „Baśniobór” czyta się dobrze i z powodzeniem może stanowić lekturę relaksacyjną nawet dla takiej dorosłej sztuki człowieka jak ja. Zamierzam zatem praktykować następne tomy „Baśnioboru” na świeżo zazielenionym balkonie w towarzystwie herbaty Earl Grey. Czego i Wam wszystkim życzę.

 



(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.