Hobbici czyli radość życia

W związku ze zbliżającą się premierą trzeciej części „Hobbita”, wrócił do mnie jeden z ulubionych tematów tj. hobbici właśnie. Hobbici byli w Śródziemiu mało znanym, ale bardzo starym ludem. Kochali pokój i ciszę oraz byli mocno związani z ziemią. Otoczenie, w którym czuli się najlepiej to dobrze urządzona wieś. Krajobraz Shire jest wzorowany na terenach wiejskich Środkowo – Zachodniej Anglii. Kraina hobbitów obfituje w wiele farm i bogatych upraw winorośli, kukurydzy oraz bujne lasy.

Wydawałoby się, że hobbici to ludek prosty, żeby nie powiedzieć prostacki, jednak nieprzypadkowo to właśnie hobbici są bohaterami najbardziej niezwykłych i wielkich opowieści trzeciej ery. Jest w języku angielskim bardzo trafny zwrot opisujący hobbitów – there is more then meets the eye – jest w nich więcej niż oko może dostrzec. Gandalf w pewnym momencie opowieści, mówi, że za każdym razem, kiedy wydaje mu się, że wie już wszystko o hobbitach, oni go zaskakują.

Hobbici przypominają prostą w budowie szkatułkę z twardego drewna, w której ukryte są migoczące w świetle klejnoty. Okazują się być wytrzymali, odważni w trudnych chwilach i obdarzeni zdolnością do bardzo szybkiej regeneracji. Moim zdaniem wszystkie te cechy stanowiące o niezwykłości tej rasy, są efektem radości życia, która jest ich podstawową właściwością. Umiejętność cieszenia się prostymi przyjemnościami towarzyszy każdemu z nich. Domostwa hobbitów są komfortowe i wygodnie umeblowane, przy czym kuchnia i spiżarnia odgrywają poczesną rolę. Hobbici są bowiem wielbicielami i wytrawnymi znawcami sztuki kulinarnej. Ilość spożywanych przez nich w ciągu dnia posiłków skutkuje skłonnością do tycia w okolicach brzucha. Sam nawet na pustkowiu Ithilien próbuje przyrządzić potrawkę z królika przyprawioną ziołami, niesie ze sobą sól w plecaku aż do samego Mordoru, na wszelki wypadek, bo może coś uda się jednak ugotować. Wspaniałą sceną opisującą charakter hobbitów jest powitanie króla Theodena i jego kompanii na progu Isengardu przez Merry’ego i Pippina. Merry i Pippin siedzą wygodnie na zdruzgotanych przez Enty murach twierdzy, spokojnie popijają winko, zagryzają jedzeniem z piwniczki Sarumana i palą fajkowe ziele. Witają władcę drugiego pod względem wielkości królestwa ludzi na ziemi, z czarującą swobodą, lekko wstawieni i w pełni zadowoleni z życia, słowami: „Witaj w Isengardzie”. Opowiadają mu historię ziela fajkowego (w okrojonej wersji, bo hobbici mogliby o fajkowym zielu mówić godzinami), po czym podsumowują, że w sumie miły starszy pan z tego Theodena, bardzo grzeczny. Nic dodać nic ująć. Obrazek całkowicie odzwierciedlający stosunek hobbitów do życia.

Nawet w najgorszych momentach hobbici nie tracą ducha. Sam do samego końca wędrówki do Góry Przeznaczenia, nie dopuszcza nawet myśli, że mogłaby być to podróż w jedną stronę.

W chwilach próby ci spokojni, lekko flegmatyczni i poczciwi ludkowie potrafią zmienić się szybko w niezwykle odważnych, zdecydowanych i groźnych przeciwników. Przekonała się o tym Sheloba walcząc z Samem, który wydawałby się na pierwszy rzut oka, dużo słabszym przeciwnikiem. Są zbudowani z bardzo solidnego materiału, który wiele jest w stanie wytrzymać, nawet wędrówkę do Mordoru, plugawej krainy cienia. I może nie ma w tym nic dziwnego, że z takim zapałem bronią i czepiają się życia, skoro potrafią czerpać z niego tak wiele przyjemności.

Ta wytrzymałość ducha sprawia, że poczucie humoru nie opuszcza ich nawet w sytuacjach, które wydają się zupełnie beznadziejne. Marry po długich milach koszmarnej podróży na plecach orków, z kiepską raną na czole, wymęczony i ogólnie w nie za dobrej kondycji, jest w stanie żartować i z czarnym humorem zwrócić się do Pippina słowami, że opuszczenie Shire, to może jednak nie był najlepszy pomysł. Mają jednak również niezwykłą zdolność wykręcania się z opresji, a kiedy już to uczynią, po prostu idą dalej, nie oglądając się za siebie. Błyskawicznie wracają do dobrej formy. Ich oczy i umysły zwrócone są stronę teraźniejszości. Marry i Pippin parę chwil po tym jak wydostają się z niewoli, beztrosko gawędzą na brzegu rzeki, jak gdyby nigdy nic, po czym udają się do lasu Fangorn, jakby szli na przechadzkę po parku miejskim w Hobbitonie. Ta odporność właśnie powodowała, że powiernicy pierścienia – Bilbo i Frodo, potrafili tak długo opierać się jego wpływowi.

Otwarte serca i prostota postrzegania świata pozwalają im na odnalezienie się w każdej sytuacji, czy jest to oferowanie służby królowi, czy konwersacja z Entem, jednym z najdziwniejszych stworzeń ich czasów. Również dlatego są weseli i kiedy tylko mogą, na przykład podczas wojny, w której stawką są losy świata, korzystają z każdej okazji, aby potańczyć na stołach i pośpiewać, wypić dobre piwko i smacznie zjeść.

Gandalf mówi, że hobbici nawet siedząc pośrodku ruin świata są gotowi godzinami opiewać przyjemności stołu i uczynki swoich przodków. To kolejne potwierdzenie utrzymującej ich w dobrej kondycji radości życia i umiejętności cieszenia się światem. Warto jest bowiem usiąść z przyjaciółmi po przygodach i wyprawach, żeby wspólnie pośmiać się z żartów, zapomnieć zupełnie o bólu i strachu, przy smacznym jedzeniu i dobrym trunku. Czego i wam wszystkim życzę.


Zobacz więcej o: Hobbit, J. R. R. Tolkien, książki, recenzje


(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.