Mad Max 4 vs Mad Max 2

Mad Max 2 dla mnie jak dla wielu osób był do tej pory najlepszą częścią serii. W tym filmie udało się stworzyć nie tylko wiarygodną wizję post – apokaliptycznej przeszłości i wykreować nietuzinkowego bohatera drogi, ale też symbolikę, która stała się inspiracją. Mad Max 4: Fury Road miał wygenerować nową jakość, przynajmniej tak się przedstawiał między wierszami. Wielu nałogowych oglądaczy jest zachwyconych, ja jednak pozostają przy zdaniu, że Mad Max 2, film z wieloma latami na karku nadal pozostaje najlepszą częścią tej serii. Po pierwsze:

Bohater

Podobno celowym zabiegiem Fury Road jest pewne rozmycie głównego bohatera i skoncentrowanie akcji nie tylko na nim, lecz także na postaciach żeńskich, która odgrywać mają równie ważną rolę (a może nawet ważniejszą). Jako kobieta programowo powinnam być zachwycona. Moja, kobieca rola w wyścigu o przetrwanie została doceniona i okazuje się równie istotna jak męski element reprezentowany przez Mad Maxa – prawdziwego mężczyznę. Tylko, że jakoś nie jestem. Z prostej przyczyny – jak idę na Mad Maxa to chciałabym obejrzeć Mad Maxa. Trochę tak jak – jak zamawiam kotlet schabowy to jednak chciałabym dostać kotlet schabowy a nie śledziki. Taka ze mnie konserwa. Przerabiałam już ten problem w przypadku Mrocznego Rycerza Nolana, na zasadzie, że do cholery jak idę na Batamana to chcę Batmana, a nie szklaną pułapkę. Tutaj znowu, nie dostałam co zamawiałam – czyli gdzie jest Mad Max? Gdzie jest mój wojownik?

Niewątpliwie mam problem z nową odsłoną tej postaci. Cenię Toma Hardy’ego jako aktora, widziałam w jego wykonaniu parę dobrych ról, lecz niestety Mel Gibson jako Mad Max jest po prostu dużo lepszy. Fakt, że scenariusz nie dawał Hardy’emu dużego pola manewru, ale jednak szkoda. Mel Gibson potrafił zagrać postać na skraju szaleństwa samymi oczami i oszczędną mimiką twarzy. Kiedy patrzę na niego mam wrażeniem, że to co w sobie skrywa, może wybuchnąć w każdej chwili i wydostać się na zewnątrz. Spod maski wydobywa się rozpacz typu zbyt wiele już w życiu widziałem. Jednak on nad tym panuje, trzyma swój gniew i gorycz na postronkach żeby przetrwać. Mad Max 2 jest jednym z tych filmów, które lubię rozpatrywać pod kątem kompetencji bohaterów, niejako zawodowych i w zakresie kompetencyjnym Mad Max w wersji Mela Gibsona jest profesjonalistą w swoim fachu. Tym fachem jest przetrwanie. Jego ruchu są zaplanowane, każdy określony precyzyjnie, optymalnie też wykorzystuje sytuacje, która pojawiają się na jego drodze. Jednocześnie nie ma tutaj żadnego epatowania takimi umiejętnościami. Mad Max pojawia się, obserwuje, kalkuluje i robi to, co jest konieczne, żeby iść dalej. Jednak dostajemy więcej, bo Mad Max jest postacią złożoną i Mel Gibson był w stanie to pokazać, zdaje się bez większego wysiłku, bo zagrane jest to z ogromną swobodą. Spod zimnego profesjonalizmu Mad Maxa wydostają się emocje, które próbuje zdusić. Nie pisze się na żadne romantyczne wielkie sprawy i nadzieje na nowy lepszy świat. On jest tu tylko w interesach. Jednak widać wyraźnie, po której stronie znajduje się w walce o człowieczeństwo, która toczy się na tej przez Boga zapomnianej pustyni. Taki ma kształt osobowości, mimo ciężkich doświadczeń i tak w gruncie rzeczy pozostaje po prostu przyzwoitym człowiekiem. Nie odsłoni miękkiego podbrzusza i nie pokaże tego światu, ale w dialogu z przywódcą społeczności inżynierów wydobywających ropę (świetnym zresztą), kiedy jest oskarżany de facto o znieczulenie, wiemy że te zarzuty nie są do końca sprawiedliwie, chociaż zawierają też prawdę. W każdym razie jest na co popatrzeć i analizować bo to nie jest niewątpliwie jednoznaczny bohater.

Mad Max 4 zawiera dużo odniesień do Mad Max 2, lecz ciągły pościg, który jest dominujący w tym filmie, po prostu nie zostawia za wiele miejsca na takie kwestie jak złożoność postaci. Twórcy chyba żeby pogłębić trochę głównego bohatera wkładają co jakiś czas wizualizacje retrospekcji, żeby pokazać jak ciężko został przez świat doświadczony, lecz będę wredna i powiem, że Mel Gibson nie potrzebował takich bezpośrednich, walących po oczach obrazków, żebyśmy widzieli, że Mad Max to człowiek po głębokiej traumie. Ja tu widzę różnicę jakościową, ale może takie czasy, że wszystko trzeba podać widzowi na talerzu.

Dużo w kontekście tego filmu mówi się o rolach męskich, żeńskich i że Mad Max przełamuje kult męskości, czy jakoś tak. I rzeczywiście współczesny Mad Max sprawia na mnie wrażenie mężczyzny, który się miota, lekko czasami histerycznego nawet. Może to reprezentacja kryzysu męskości, o którym się tyle ostatnio pisze. W każdym razie stary Mad Max był postacią, co do której wiedziałam dlaczego on przetrwał w tak cholernie ciężkich warunkach – był bardzo szybki, wytrzymały i dobrze bił po mordzie. Mad Max w wersji Tom Hardy to dla mnie znacznie mniej spójna postać. Był nawet moment, w którym zastanawiałam się jak on do tej pory przeżył skoro w środku dnia pojawiają mu się zakłócające percepcję halucynacje. To rzeczywiście spore odejście od konstrukcji postaci Mad Maxa bo nie o takie Mad wcześniej w tym Maxie chodziło. Ostatnia obserwacja prowadzi mnie prosto do problemu jakim jest:

Realizm

Uwielbiam filmy w 3D, jestem fanem tej konwencji i nawet słabe filmy wsysam o ile jest na co popatrzeć (pójdę na Jurassic World na przykład, który coś mi się widzi nie jest filmem wysokich lotów), lecz nawet w moim przypadku doskonale symetryczny wybuch zgrabnie okalający bohatera budzi lekki uśmiech (yeah right). Tak pięknie właśnie wybuchają te samochody i inne paliwa, że hej. Wszystko można zrobić w komputerze, wszystko. Świat bardziej realny niż świat realny, bardziej wybuchający niż prawdziwy wybuch. Ja tam się na to piszę, ale… W poniedziałek byłam na Mad Max 4 w kinie, we wtorek jeszcze raz obejrzałam Mad Max 2, bo mi świtało, że jednak wolę 2 jak to pisałam na wstępie więc chciałam zdiagnozować o co mi chodzi. Mad Max 2 to film bez efektów dzierganych komputerowo, rzecz oczywista. Muszę powiedzieć, że prawdziwą przyjemnością było oglądać pościg na pustyni ze świadomością, że nie jest on w żaden sposób podrasowany. On był po prostu sfilmowany. Kolesie jadą na pełnym gazie przez wertepy, jak się wywalają to nie robią trzystu fikołków tylko dwa – cztery i to daje radę i trzyma w napięciu. Chyba mam jakąś fazę na powrót do prostoty. Jak wysadzają bazę na pustyni to ona naprawdę wybucha, eksploduje kawałek po kawałku w sposób nieprzewidywalny, niesymetryczny i prawdziwy.

Realistyczne są też dialogi. Radziłabym na to zwrócić uwagę w Mad Max 2, bo to mocna strona tego filmu. Cenię ten rodzaj dialogu, który mówi bardzo dużo o postaciach, akcji, sytuacji nie w sposób bezpośredni, lecz słowami, które wypowiada dana postać w pewnym kontekście. Przywoływany przez mnie dialog (bo wbrew pozorom jest to dialog mimo, że Mad Max właściwie się nie odzywaJ) między przywódcą rafinerii a Mad Maxem wiele mówi i o Mad Maxie i o tym, który wypowiada słowa. W tym aspekcie Mad Max 4 raczej podaje motywacje bohaterów na talerzu – jadą, zachód słońca i mówią dużymi słowami. Mad Max 2 mówi między słowami o tym, co się dzieje w głowach ludzi. Dla mnie jest znacznie bardziej wiarygodne. Lotnik w Mad Maxie 2 nie oznajmia, że teraz to on już będzie zbawcą ludzkości, ale od pewnego momentu wiemy, że nie zostawi napotkanej grupy ludzi bo staje się częścią stada. Wiemy to ze zmiany komunikacyjnej miedzy postaciami. To kwestia niuansów. Tych w Mad Maxie 2 jest sporo. Warto zwrócić uwagę na twarz Mad Maxa kiedy widzi lotnika, który przybył go uratować. To jest scena zagrana bez słów, a i tak wszystko widać. I tego mi brakuje w Mad Max 4 właśnie.

Dokąd zmierzasz Max?

Mad Max 4 niewątpliwie jest wspaniałym widowiskiem. Efekty specjalne w 3D wbijają w fotel, a sceny walki są jak obłędny taniec. Tylko, że to wszystko jakoś przypomina mi dialog Jacka Sparrowa z Kapitanem Barbossą w Piratach z Karaibów. Na krańcu świata:

– Świat był kiedyś znacznie większy.
– Świat jest wciąż taki sam. Tyle tylko, że coraz w nim mniej.


Zobacz więcej o: filmy, Mad Max, recenzje, Tom Hardy


(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.