„Sierpień w hrabstwie Osage” – z serii filmy, które warto zobaczyć

„Sierpień w hrabstwie Osage” jest filmem z 2013 r. i ku mojemu zdumieniu, przeszedł w naszym kraju nad Wisłą prawie niezauważony. W 2014 r. dostał liczne nominacje do nagród, głównie za najlepsze role żeńskie, ale żadnej nie wygrał. A szkoda, bo rzeczywiście jest to film znakomicie zagrany. Bardzo dobrze widać, że jest to sztuka teatralna przeniesiona na plan filmowy i aktorzy świetnie radzą sobie w tej konwencji. Dodam, że jest to sztuka bardzo dobrze napisana, która daje aktorom ogromne możliwości. Może właśnie dlatego na jednym planie reżyser John Wells zdołał zgromadzić tak doborową kadrę: Meryl Streep, Julia Roberts, Juliette Lewis, Ewan McGregor, Benedict Cumberbatch, Sam Shepard, że wymienię najgłośniejsze nazwiska. Reszta ekipy zresztą prezentuje równie wysoki poziom.

Warto zatem zobaczyć ten film tylko z uwagi na poziom warsztatu aktorskiego, a to nie jest jego jedyna zaleta. Jest to jeden z najlepiej rozpisanych dramatów jakie zdarzyło mi się widzieć. Akcja rozpoczyna się od zniknięcia ojca rodziny ( w tej roli Sam Shepard), co sprowadza do hrabstwa Osage w sierpniu całą rodzinę, w tym trzy dorosłe córki (Julia Roberts, Juliette Lewis, Julianne Nicholson). Mimo, że sprawa dotyczy nieobecnego ojca, uwaga rodziny z konieczności koncentruje się na matce (pierwszoplanowa rola żeńska – Meryl Streep), chorej na raka i dręczonej przez nałogi kobiecie. Z czasem film odsłania nie tylko relacje rodzinne, ale też tajemnice, które przez lata były ukrywane. Ekstremalna sytuacja, w której ludzie zostają postawieni, obnaża prawdę o rodzinie. Opowieść skonstruowana jest w taki sposób jakby otwierały się kolejne pudełka, które skrywają coraz głębiej i głębiej zakopane sekrety. Wydaje ci się, że wiesz już wszystko, kiedy kolejna informacja wydostaje się na światło dzienne i lepiej pozwala zrozumieć genezę zachowań poszczególnych postaci.

Film ukazuje dziedziczenie problemów i to jak dysfunkcje przechodzą z pokolenia na pokolenie, co sprawia, że kolejne relacje są znowu bolesne i obciążone. Obrazuje role, które są przyjmowane przez poszczególnych członków rodziny, to jak dziecko przejmuje rolę rodzica biorąc na siebie odpowiedzialność za sytuację; dziecko w typie kozła ofiarnego; dziecko – błazna, które próbuje rozładować atmosferę. Bardzo mocną stroną filmu są też dialogi i realizm ukazania rodzinnych relacji.

Rzadko, która rodzina to sielanka z reklamy jogurtu. Małżeństwo i relacje to ciężka praca, w dużej mierze nad sobą i nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Wszyscy jesteśmy obciążeni tym, co wynieśliśmy z domu, różny jest tylko rodzaj i stopień ciężaru. Niektórzy potrafią sobie z tym poradzić, inni nie. „Sierpień w hrabstwie Osage” pokazuje jak trudne to wszystko bywa. Jest taka scena, w której matka biegnie w pole, dogania ją córka i mówi „Mamo, dokąd chcesz uciec? Nie ma dokąd”. Taka jest nasza kondycja, możemy ją zaakceptować lub nie. Wydaje mi się, że akceptacja pomaga się z tym mierzyć, w naszej codziennej drodze i iść dalej. Polecam sprawdzić jak udało się to bohaterom tego bardzo dobrego filmu.

 


Zobacz więcej o: Benedict Cumberbatch, filmy, recenzje


(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.