„Terror” – książka i serial

Mam pewien problem z prozą Dana Simmonsa. „Hyperion” jest jedną z najlepszych książek jakie czytałam. Zupełnie mnie zagarnął i zostawił rozsmarowaną na ścianie. Rzadko zdarza się czytać tak zaskakującą i jednocześnie świetnie napisaną opowieść. Zapewne dlatego, sięgając po książki Dana Simmonsa spodziewam się rewelacji, która olśni mnie i zafascynuje. Możliwe jednak, że taką książkę można napisać tylko raz w życiu. I to nie jest tak, że pozostałe książki Dana Simmonsa są kiepskie, absolutnie nie, to jest literatura która konsekwentnie trzyma wysoki poziom. Jednak „Hyperion” jest arcydziełem, a pozostałe książki Simmonsa są po prostu bardzo dobre. I tak też jest z „Terrorem”.

„Terror” podejmuje temat wyprawy do Arktyki, w poszukiwaniu Przejścia Północno-Zachodniego, który wyraźnie Simmonsa fascynuje. Simmons opowiada fikcyjną historię wyprawy pod dowództwem sir Johna Franklina z 1845 r. Próbę przeprawienia się Przejściem Północno – Zachodnim podjęły dwa okręty HMS „Terror” i HMS „Erebus”. Zastępcą Franklina został  Francis Crozier, tak jak podczas poprzedniej wspólnej wyprawy do Arktyki. Okręty były znakomicie wyposażone i wiozły prowiant na trzy lata. Niestety natura okazała się okrutna i okazało się, że zapasy okazały się niewystarczające, kiedy statki utknęły w lodzie na co najmniej dwa lata. Nikt nie wie, co dokładanie wydarzyło się podczas wyprawy, pewne jest natomiast, że członkowie załogi, którzy przeżyli próbowali przejść przez lód, by dostać się do jakichkolwiek siedzib ludzkich. Prawdopodobnie nie udało się to nikomu, chociaż były też plotki, o tym, że nieliczni uczestnicy ekspedycji znaleźli schronienie u Eskimosów. Wrak HMS „Terror” został znaleziony dopiero w 2016 r. w zupełnie niespodziewanym miejscu i w zaskakująco dobrym stanie, zachowały się nawet niektóre szyby w oknach. Arktyka okazała się bardziej łaskawa dla statku niż dla jego załogi. Jak widać, historia, jest sama w sobie gotowym scenariuszem filmowym, lecz Dan Simmons wplata do niej elementy eskimoskich wierzeń szamańskich i dzięki temu otrzymujemy skrzyżowanie typowej powieści podróżniczej z horrorem Carpentera „Coś”. Takie zarysowanie fabuły daje autorowi możliwość obserwacji zachowania członków załogi  w obliczu nieznanego zagrożenia. Simmons dokonuje dokładnej analizy postaw ludzkich i ich ewolucji w sytuacji ekstremalnej. Każda postać to człowiek z krwi i kości, tak realistycznie opisany, że momentami ma się wrażenie, że relacja oparta jest o wspomnienia konkretnych ludzi, a nie jest tworem wyobraźni pisarza. W przypadku ekranizacji, daje to ogromne możliwości interpretacyjne aktorom i twórcy serialu „Terror” wykorzystali te możliwości w każdym calu.

Serial „Terror” jest świetnie zagrany. Warto go zobaczyć tylko dla pary Ciarán Hinds jako sir John Franklin i Jared Harris jako Francis Crozier. Jest to proszę Państwa majstersztyk.  Zresztą w tym serialu nie ma słabej roli. Radziłabym od początku zwrócić baczną uwagę na postać Corneliusa Hickeya ( w tej roli Adam Nagaitis), która w książce też jest jedną z ciekawszych i też jest genialnie zagrana. Widać charakter tego człowieka w jego półuśmiechach, w przymrużonych oczach, małych gestach, to zdecydowania bardzo dobra rola. Wątek Hickneya jest nieco zmieniony w porównaniu do książki, ale i tak oddaje istotę tej postaci. Poza tym serial zachowuje dużą wierność fabularną w stosunku do książki. Jedyne o co mam lekkie pretensje to motyw Lady Ciszy. Nie do końca rozumiem wprowadzone tutaj zmiany, ale jestem skłonna je wybaczyć, zwłaszcza, że twórcom serialu udało się odtworzyć mroczny klimat tej historii i napięcie, które jej towarzyszy. Na pewno miały na to wpływ wspaniałe zdjęcia plenerów, które portretują z nagą oczywistością pustkę lodowej równiny. „Terror” to jeden z tych seriali, które w żaden sposób nie ustępują jakością wykonania kinowym produkcjom. Bardzo wysoka jakość wykonania daje ogromną satysfakcję wielbicielom dobrego rzemiosła.

W przypadku „Terroru”  – warto jest przeczytać książkę, ale co rzadko się zdarza, jeszcze bardziej warto zobaczyć serial. Są momenty w książce kiedy staje się ona monotonna i myślę, że niektóre sekwencje można było opisać w bardziej skondensowany sposób, tak by uniknąć dłużyzn. Serial unika tych błędów, dodatkowo dodaje parę naprawdę świetnych dialogów. Najciekawszą rozrywką jednak jest w tym przypadku, jeżeli ktoś dysponuje wystarczająca ilością czasu, zapoznanie się zarówno z serialem, jak i książką, co oferuje przednią zabawę w analizę porównawczą. Polecam.


Zobacz więcej o: Dan Simmons, recenzje


(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.