Top 10 książek z dzieciństwa #3 Królowa niewidzialnych jeźdźców

„Królową niewidzialnych jeźdźców” Marty Tomaszewskiej dostałam w III klasie szkoły podstawowej za bardzo dobre wyniki w nauce i wzorowe zachowanie. Jest na niej podpis rady pedagogicznej i wychowawczyni oraz uroczy wierszyk, który kończy się słowami: „i uważaj te trzy klasy za najlepsze w życiu swym.”. Kiedy odbierałam tę nagrodę, nie spodziewałam się, że otrzymałam od swojej szkoły książkę, która będzie miała na mnie znaczący wpływ i stanie się jedną z moich ulubionych pozycji.

Historia opowiedziana w tej książce była dla mnie tak fascynująca, że powodowała wrażenie zupełnego przeniesienia do innego świata. Tak jakbym fizycznie przebywała w rzeczywistości, która została stworzona przez autora. Jest to miejsce tajemnicze, przedziwne, zawieszone jakby między jawą a snem. Nadgraniczny Obszar zaludniony przez postaci z mitologii słowiańskiej – demony, strzygi, wilkołaki i inne straszydła, a także gnomy, czarodziei i jeźdźców dosiadających niewidzialnych koni. Dzięki temu opowieść ma niezwykłą atmosferę. Tym bardzie, że fabuła również koncentruje się wokół tajemnicy.

Pewnej nocy Starosta wioski Ullamp położonej na Wzgórzu Gnomów, wyprawia się w kierunku Traczowego Wzgórza, wiedziony niezrozumiałym nawet dla siebie wezwaniem.

Z tej zaskakującej wycieczki, przywozi do wioski niewiadomego pochodzenia znajdka. Chłopiec ma na szyi biały, złotem haftowany woreczek, w którym ukryty został przedmiot w skórzanej pochewce, opatrzony Pieczęcią Najtajniejszej Tajemnicy. Tej samej nocy na wioskę Ullamp spada nieszczęście pod postacią Trzech Czarnych Koni, których diabelskie rżenie budzi odtąd nocami mieszkańców, powodując niepokój i złe przeczucia. Właściwa akcja tej historii rozpoczyna się jednak dopiero lata po tych wydarzeniach, tuż przed czasem, w którym przełamana ma zostać Pieczęć Najtajniejszej Tajemnicy. Dziwny znajdek, pokraczny i brzydki, zwany Oko od niezwykłego, pięknego jak klejnot oka, jedynego ładnego elementu w jego wyglądzie, decyduje się udać w podróż. Podróż ta jest podążaniem za wizją, w której Oko słyszy dobiegający aż znad Granicy tętent końskich kopyt i przez moment widzi konie. Czuje, że to jest droga, w którą musi się udać. Wyzwanie, które podejmuje okazuje się być trudne, zwłaszcza że nie tylko on w Nadgranicznym Obszarze ma dalekosiężne plany.

„Królowa niewidzialnych jeźdźców” jest opowieścią wielowątkową i zaskakującą. W moim przekonaniu jednak, w swej najważniejszej osnowie „Królowa niewidzialnych jeźdźców” jest przede wszystkim bajką o tym co nazywamy losem albo przeznaczeniem. Także opowieścią o możliwości wpływu na bieg wydarzeń. W tej historii wygranymi są ci, którym udaje się dosiąść własnego konia, ujarzmić swój los i wybrać drogę samodzielnie. Ci, którzy odnajdują własną ścieżkę w sieci innych dróg. Dzięki temu mogą uwolnić się od wpływu osób, które próbują wpłynąć na ich wybory w celu uzyskania własnych celów. Postaci takich jak Strzyga Matecznica, która jest w książce głównym projektantem ludzkich losów. Wykorzystuje rozpacz, gniew, strach i zagubienie, żeby zrealizować wielki plan rękami swoich pionków. Dopiero kiedy bohaterowie zaczynają realizować własne cele, udaje im się uwolnić od wpływu jej czarów.

Uważam, że niektóre treści, szczególnie w dzieciństwie, przyswajamy niejako przez osmozę, przez skórę. Jestem przekonana, że „Królowa niewidzialnych jeźdźców” może wpłynąć na kształtowanie się poczucia niezależności jako wartości w życiu. Wartości określania swoich celów przez wewnętrzne wybory, nie zewnętrzne naciski. W ostatnim rozdziale książki znajdujemy dialog:

(…) Ale to nie są konie Tracza Obojętność. Szalona Gugu miała rację. To on do nich należy. Zniewoliły go, uczyniły swoim sługą. I nawet… – chłopak zawahał się – chyba nawet wiem, dlaczego tak się stało. (…)
– Odmówił przyjęcia swojego Losu – ciągnął Ahti. – Obojętny na wszystko, odmawiał udziału  w życiu, w swoim Losie, nigdy nie chciał się z nim zmierzyć.

Dlatego jego życie mogło stać się cudzą własnością.

Ile razy w życiu stykamy się z sytuacjami, w których inni ludzie próbują dokonać wyborów za nas? Ilu z nas cofa się przed życiem jak Tracz Obojętność?

Nie dajcie się jednak zwieść. „Królowa niewidzialnych jeźdźców” nie jest książką, która daje jednoznaczne odpowiedzi. Jest symboliczna i jako opowieść z pogranicza snu i jawy, nie daje żadnej pewności – w czym bliska jest życiu. Jej zakończenie jest sporą niespodzianką.

Uważam, że gdyby autorka nie była urodziła się w Polsce (wiem, okropnie to brzmi), „Królowa niewidzialnych jeźdźców” mogłaby się stać klasyką literatury dziecięcej. Jest opowieścią uniwersalną, symboliczną, wartościową, a fabuła trzyma w napięciu do ostatniej strony. Niestety zamiast tego jest książką mało znaną, a szkoda.

Dodam jeszcze, że miałam okazję obcować od dziecka ze wspaniałym wydaniem „Królowej niewidzialnych jeźdźców” Naszej Księgarni, z roku 1988 r., z pięknymi, pełnymi magicznej symboliki ilustracjami Elżbiety Murawskiej. Widzę siebie z tą książką ręku wieczorami, w bujanym fotelu, jeszcze późną starością. Mam nadzieję, że to piękne wydanie do tego czasu się nie rozpadnie.



(c) Wszystkie prawa zastrzeżone.